Płonne nadzieje (1)

 

Co powiedziałem na spotkaniu w krakowskiej „Kuźnicy” (31 stycznia)  spisuję w punktach, żeby być zwięzłym, choć była to gawęda, a nie mowa czy wykład.

1.

Sprawa socjalizmu nie ma się tak źle, a sprawa kapitalizmu tak dobrze – jak się na ogół mniema.

2.

Socjalizm rozliczono i potępiono za stalinizm, dokonując masowego, skutecznego utożsamienia (przykładem frazeologia Leszka Balcerowicza, którą odsłoniłem na krakowskim Kongresie Kultury) socjalizmu z absurdem ekonomicznym, totalitaryzmem politycznym oraz terrorem policyjnym. A to zwyczajne, choć gigantyczne historyczne fałszerstwo, rewers tego, którego awersem były mistyfikacje stalinizmu. Przypomnę, że za Breżniewa stalinizm ten nazywano oficjalnie „socjalizmem realnym”.

3.

Kapitalizmu natomiast, którego dynamiczny, „szczęśliwy” rozwój opierał się w wielkiej mierze na kolonializmie, dotąd porządnie nie rozliczono. Wygubieni do cna „Kanibu”, „Tasmańczycy”, „Indianie” północno amerykańscy, 100 milionów ofiar kolonializmu brytyjskiego na subkontynencie indyjskim, kilkanaście w Kongu – to tylko przykłady tej ekspansji, której wszystkich ofiar jeszcze nie policzono.

Współczesna przepaść między tymi 8 osobami, które władają ponad połową globalnych dóbr finansowych, a setkami milionów (miliardami?) niewolników głodowej pracy i płacy na całym świecie, należy również do tego kapitalistycznego rozliczenia.

4.

Historia kapitalizmu czyli gospodarki towarowo-pieniężnej jest bardzo długa (już w klasycznych Atenach istniał rynek książki). Od rynków lokalnych, poprzez tworzenie się nacjonalnych, kontynentalnych i międzykontynentalnych, aż po współczesny kapitalizm globalny droga była, co najmniej, tysiącletnia. Parokroć też przerywana.

Historia socjalizmu natomiast jest dość krótka i liczy sobie najwyżej dwieście lat, poczynając – od pierwszych zalążków po angielskiej rewolucji przemysłowej i francuskiej politycznej. Z samej tej arytmetyki nie wynika, że socjalizm ma dużą przyszłość przed sobą, ale godne rozwagi są jeszcze inne argumenty.

5.

Jeśli bowiem wreszcie uwolnimy się ostatecznie od utożsamienia socjalizmu ze stalinizmem (właściwie z rosyjskim biurokratycznym etatyzmem), to wszystkie postacie i zawiązki socjalizmu uobecnią nam się naraz. Socjalizmem bowiem jest każda forma uspołecznienia własności, pracy, stosunków międzyludzkich. Od interwencjonizmu państwowego i politycznych reprezentacji pracobiorców, poprzez samorządy, syndykaty i stowarzyszenia, do kooperatyw pracowniczych, spółdzielni spożywców i zespołów twórczych.

Takiej historii socjalizmu jako powszechnego nieomal ruchu uspołecznienia jeszcze nie napisano, nie ma nawet porządnego katalogu jego postaci i form, ale trzeba je przypominać, pamiętać i popularyzować.

(I tu na razie przerywam, ale jeszcze do tego wrócimy).