Grom

Jeszcze dziś rano nic nie było – a teraz jak grom: Janusz Głowacki nie żyje!

Wydawał się uosobieniem zdrowia i sił witalnych, pogody ducha i pobłażliwego humoru.

Dopiero co (pod koniec czerwca) tak mnie przywitał w „Czytelniku”:

- Cieszę się, że jeszcze jesteśmy…

Pojąłem zaraz jego czarny humor, chodziło mu o to, że wokoło nas coraz mniej. I pogadaliśmy sobie żartobliwie tak, jak byśmy akurat  my dwaj mieli żyć wiecznie…