…mądrym dla memoryjału, idyotom dla nauki, politykom dla praktyki…

“Le contre n’existe pas - disait justement Malraux. Je suis un homme du pour.”

Emmanuel Macron, Revolution, XO Editions. 2016, s.29

(Przeciw -  nie istnieje, rzekł słusznie Malraux. Ja jestem za! )

Bliżej, jak najbliżej

Wziąłem do przejrzenia okazały tom wierszy Różewicza*, który podarował mi Janusz Drzewucki i zaraz natrafiłem na szare strony z faksymilami rękopisów kilku wierszy (pod koniec jeszcze Ranny, z sygnaturą T.R. i datą 1945), przeczytałem te utwory inaczej niż przedrukowane, z poczuciem większej bliskości, bardziej bezpośrednim na mnie działaniem, wzruszeniem współbycia z poetą.

Może poezje, których już dzisiaj nie wpisuje się do sztambuchów, należałoby wydawać wyłącznie jako reprodukcje rękopisów? Przy dzisiejszej technice można to robić iluzjonistycznie. Aby usłyszeć własny głos poety, jego osobisty szept lub krzyk. A na pewno widzieć drżenie jego ręki.

Tadeusz Różewicz, Wiersze i poematy z “Twórczości” (1945-2005). Zebrał, wstępem i notą opatrzył oraz bibliografię opracował Janusz Drzewucki. Wrocławskie Wydawnictwo Warstwy, Wrocław 2017.

Wytłumaczenie

Tyle się działo, a u mnie żadnej reakcji, ani komentarza?

W wolnych chwilach reaguję domowo,  a komentatorem nie jestem.

Miałem spiętrzenie korekt autorskich, a to działa leczniczo na wszelkie reakcje :-) .

 

Zdanie odrębne

Przeczytałem uważnie nadesłane mi Oświadczenie Teatru Powszechnego, wydane w związku ze spektaklem “Klątwa” i mogę powiedzieć, że je prawie podzielam: tak, artyście przysługuje wolność słowa i jest ona, jak każdemu obywatelowi, konstytucyjnie gwarantowana; dzieło sztuki jest tworem autonomicznym i winno być pojmowane jako “integralna całość”. Wolność artysty jest jednak limitowana przez wolność innych ludzi; dzieła sztuki nie należy dowolnie  kawałkować, bo to oznacza manipulację.

Pytania przeto mam takie: czy takie same prawa przysługują Stanisławowi Wyspiańskiemu, czy też z tej racji, że nie ma go na tym świecie, praw tych został on pozbawiony? Zatem – czy artysta żyjący i czynny może dowolnie postępować z dziełem innego artysty, tylko dlatego, że on nie  żyje i nie jest czynny? Gdyby bowiem żył, wtedy trzeba by uzyskać jego zgodę na wykorzystanie jego sztuki, więc wolność swoją poddać ograniczeniu. A gdy nie żyje i nikt się o niego nie upomni, można mu wolność jego słowa odbierać? Czy “Klątwę” Stanisława Wyspiańskiego obejmują te same zasady, co “Klątwę” Teatru Powszechnego, to znaczy czy powinna być ona pojmowana jako “integralna całość”, czy też, z  nie ujawnionych powodów, zasady te w stosunku do dzieła zmarłego klasyka, zostały zawieszone?

Spektakl “Klątwa” jest przedstawiany jako utwór reżysera Olivera Frljicia, nie jest on jednak w pełni autorski, bo na afiszu napisano, że został oparty “na motywach dramatu Stanisława Wyspiańskiego”, co chyba jest prawdą. Oświadczenie Teatru Powszechnego odnosi się natomiast tylko do spektaklu i nazwiska Wyspiańskiego nie wymienia, nawet jako autora tytułu. Stosunek teatru do dzieła klasyka dramatu pozostaje więc niejasny, a zasady na których się opiera – niewysłowione. Dlatego Oświadczenie Teatru Powszechnego podzielam – ale tylko prawie.

Powiem więcej – Wyspiański jest ważniejszy! Mam nadzieję, że nie tylko dla mnie.

Płonne nadzieje (2)

6.

Jest jasne, że ten triumf wolnorynkowego, globalizującego się (TTIP i podobne) kapitalizmu jest związany z ekspansją liberalizmu, a ten, z kolei nie tylko z prawami człowieka, ale również z maksymalizacją rywalizacji i konkurencji. Otóż prawa człowieka pojmowane treściwie, muszą mieć na uwadze podmioty ludzkie w całej ich konkretnej, społecznej  jakości, a nie abstrakcje pojęciowo-jurydyczne. Ideologii maksymalizacji konkurencji, która wzmacnia mocnych i osłabia słabych, zwodząc ich, w tak zwanych krajach rozwiniętych, konsumpcyjnym badziewiem, trzeba przeciwstawiać maksymalizację kooperacji – we wszystkich formach i postaciach. Dlatego cała nowoczesna tradycja uspołecznienia winna być na nowo czytana i szeroko upowszechniana. Jej pełny repertuar, wzbogacony także o formy dotąd nieznane, musi działać między ludźmi, a nie być tylko bibliotecznym katalogiem, choć i takiego brakuje.

7.

Co przegrywają socjaliści, to wygrywają populiści.

Nie da się usprawiedliwić tego, że długotrwałe rządy partii nazywającej się socjaldemokratyczną, nie pozostawiły po sobie żadnych trwałych form, a nawet obiektów uspołecznienia. Realistycznie i symbolicznie – ani jednego przedszkola RTPD, ani jednej szkoły imienia Janusza Korczaka, nie mówiąc już o prawach pracobiorców. Nic nie stało na przeszkodzie – poza liberalną poprawnością polityczną, o którą za  bardzo się starano – żeby wprowadzić lepsze programy typu 500 plus, płacy minimalnej, wsparcia mieszkaniowego. Trzeba było tylko chcieć i popracować nad budżetem.  Tymczasem o mało co nie zapracowano na “podatek liniowy”.

Jeśli chce się wygrać z populistami – nie wystarczy ich hucznie “demaskować”. Trzeba rozpoznać bezwzględnie własne błędy, rozliczyć się z nich i zacząć mówić nie do populistów, nawet nie do wyborców, lecz do ludzi – ludzkim językiem.

8.

Obawiam się jednak, że język taki został zapomniany.

9.

Płonne przeto nadzieje.

10.

Jednak nadzieje.

Płonne nadzieje (1)

 

Co powiedziałem na spotkaniu w krakowskiej “Kuźnicy” (31 stycznia)  spisuję w punktach, żeby być zwięzłym, choć była to gawęda, a nie mowa czy wykład.

1.

Sprawa socjalizmu nie ma się tak źle, a sprawa kapitalizmu tak dobrze – jak się na ogół mniema.

2.

Socjalizm rozliczono i potępiono za stalinizm, dokonując masowego, skutecznego utożsamienia (przykładem frazeologia Leszka Balcerowicza, którą odsłoniłem na krakowskim Kongresie Kultury) socjalizmu z absurdem ekonomicznym, totalitaryzmem politycznym oraz terrorem policyjnym. A to zwyczajne, choć gigantyczne historyczne fałszerstwo, rewers tego, którego awersem były mistyfikacje stalinizmu. Przypomnę, że za Breżniewa stalinizm ten nazywano oficjalnie “socjalizmem realnym”.

3.

Kapitalizmu natomiast, którego dynamiczny, “szczęśliwy” rozwój opierał się w wielkiej mierze na kolonializmie, dotąd porządnie nie rozliczono. Wygubieni do cna “Kanibu”, “Tasmańczycy”, “Indianie” północno amerykańscy, 100 milionów ofiar kolonializmu brytyjskiego na subkontynencie indyjskim, kilkanaście w Kongu – to tylko przykłady tej ekspansji, której wszystkich ofiar jeszcze nie policzono.

Współczesna przepaść między tymi 8 osobami, które władają ponad połową globalnych dóbr finansowych, a setkami milionów (miliardami?) niewolników głodowej pracy i płacy na całym świecie, należy również do tego kapitalistycznego rozliczenia.

4.

Historia kapitalizmu czyli gospodarki towarowo-pieniężnej jest bardzo długa (już w klasycznych Atenach istniał rynek książki). Od rynków lokalnych, poprzez tworzenie się nacjonalnych, kontynentalnych i międzykontynentalnych, aż po współczesny kapitalizm globalny droga była, co najmniej, tysiącletnia. Parokroć też przerywana.

Historia socjalizmu natomiast jest dość krótka i liczy sobie najwyżej dwieście lat, poczynając – od pierwszych zalążków po angielskiej rewolucji przemysłowej i francuskiej politycznej. Z samej tej arytmetyki nie wynika, że socjalizm ma dużą przyszłość przed sobą, ale godne rozwagi są jeszcze inne argumenty.

5.

Jeśli bowiem wreszcie uwolnimy się ostatecznie od utożsamienia socjalizmu ze stalinizmem (właściwie z rosyjskim biurokratycznym etatyzmem), to wszystkie postacie i zawiązki socjalizmu uobecnią nam się naraz. Socjalizmem bowiem jest każda forma uspołecznienia własności, pracy, stosunków międzyludzkich. Od interwencjonizmu państwowego i politycznych reprezentacji pracobiorców, poprzez samorządy, syndykaty i stowarzyszenia, do kooperatyw pracowniczych, spółdzielni spożywców i zespołów twórczych.

Takiej historii socjalizmu jako powszechnego nieomal ruchu uspołecznienia jeszcze nie napisano, nie ma nawet porządnego katalogu jego postaci i form, ale trzeba je przypominać, pamiętać i popularyzować.

(I tu na razie przerywam, ale jeszcze do tego wrócimy).

 

 

Z powodu filmu “Wołyń”

Andrzej Mencwel, Błąd w sztuce, “Przegląd Polityczny”, nr 139/140, 2016, s. 42-47.

Rozmowy polskie

 

Kiedy pani Kasia mnie strzyże, w radiu akurat mówią o przyjęciu tych dzieci z Syrii, na co ona:

- Słyszy pan? O nasze dzieci nie dbają, a o tamte…

Na co ja:

- Pani Kasiu przecież to chodzi o kilkoro wojennych sierot na trzydzieści osiem milionów!

Ona, głosem już słabszym:

- I tak się zaczyna… ( w domyśle, to, co rozpowszechnili rządzacy…)

Ja, bardziej dobitnie:

- Nic się nie zaczyna! Kościół przecież wzywa do opieki nad wojennymi uchodźcami.

Pani Kasia, o której wiem, że jest gorliwą parafianką, milcząco potakuje. A wtedy ja, jeszcze mocniej:

- Wstyd i hańba, jak nie dopuszczą do przyjęcia tych dzieci! Wstyd i hańba!

Nic nie słyszę, ale widzę w lustrze, że się rumieni.

 

 

 

 

 

 

 

 

Koincydencja

Przed paroma tygodniami ogłoszono listę najbogatszych ludzi na świecie, a wynikało z niej, że ośmiu pierwszych posiada ponad połowę tego, co reszta mieszkańców globu. Nie chodziło przy tym o jakichś rabusiów i oszustów, lecz o osoby zasłużone i zacne, na dodatek dobroczynnie hojne, jak Bill Gates, na przykład. Czy jest więc w tym jakiś szkopuł, coś co nas uwiera i rani, jak gwóźdź w bucie, który należy usunąć? Stare bolszewickie hasło “grabit’ nagrablennoje” tu nie działa, bo przecież żadna z tych fortun nie powstała z bezpośredniego wyzysku, czyli grabieży, a i samo hasło szczęśliwie zasuszono w słownikach. Mimo wszystkiego dobrego, co o bogaczach tych wiemy i mimo całego zużycia równościowych haseł, coś jednak w tym jest niedobrego, co rani nas, jak ów gwóźdź w bucie…

Ale co właściwie? Ta ósemka bowiem i jej zasoby mają głównie znaczenie symboliczne, a nie personalne, mówią nam bowiem wyraźnie, że ten świat jest źle urządzony, choć nie wiadomo, jak go zmienić, gdyż proste pomysły, przerabiane w XX wieku, co najmniej się nie sprawdziły. Nie wynika z tego jednak, że z tym złym urządzeniem mamy się po prostu godzić i cieszyć szczodrością dobroczyńców. Świat w którym takie niebotyczne różnice jakości życia dzielą od siebie jego mieszkańców, nie jest tylko niesprawiedliwy, jest również niebezpieczny.

O tym, że jest coraz bardziej niebezpieczny przekonuje nas narastający terroryzm. Mamy już nie tylko poszczególnych samobójczych terrorystów oraz ich organizacje o zasięgu globalnym, mamy także państwo terrorystyczne, zwalczane czynnie przez wielkie mocarstwa, które wcale nie słabnie, lecz ciągle się umacnia. Terroryści są na ogół fundamentalistami islamskimi i posługują się hasłami religijnymi, dlatego ich pojawienie się i rozrost  pojmuje się powszechnie w kategoriach kulturowych, a pomija zupełnie kategorie społeczne. Jeśli jednak fundamentalizm ten i religijna maksymalizacja konfliktu są kostiumem ideologicznym, jakim osłonięto biegunowe, w tym świecie, różnice społeczne, to wtedy koincydencja pomiędzy niesprawiedliwością tego świata, a jego narastającym niebezpieczeństwem wcale nie jest przypadkowa. A owa lista podziału dochodów oznajmia jego istotę.

Zapisane pod koniec tamtego roku

Dawno temu, w latach chłopięcych, podczas gorączki  nawiedzały mnie wizje. Nie odtworzę żadnej konkretnej, ale ich intensywność, zgęstwienie, kosmiczne wyuzdanie form – pamiętam dobrze.

A teraz co? Niczego nie widzę, leżę jak kłoda, słucham tętna. Tyka.

« Previous PageNext Page »