Wszystko odwrotnie?



Z dziejów polskiej ludomanii. Z Andrzejem Mencwelem rozmawia Sebastian Duda, „Więź”, wiosna 2017, nr 1(667), s. 173-185.

W miastach dominują ludzie pochodzenia plebejskiego, a cała sfera symboliczna to popłuczyny szlachetczyzny. Szczęśliwie zostaliśmy przesunięci na Zachód i dzięki temu jesteśmy prawie w środku Europy. Rzeczypospolitej w granicach przedwojennych, z taką proporcją mniejszości narodowych i konfliktów wewnętrznych, żadna Unia Europejska by nie przyjęła. A tymczasem u nas panuje nostalgia kresowa, zaś „pionierów Ziem Zachodnich” zapomniano. Wszystko jest więc odwrotnie. A to długo trwać nie może. Esencja musi się jakoś godzić z egzystencją.

(Tamże s. 185).


Wytłumaczenie



Tyle się działo, a u mnie żadnej reakcji, ani komentarza?

W wolnych chwilach reaguję domowo,  a komentatorem nie jestem.

Miałem spiętrzenie korekt autorskich, a to działa leczniczo na wszelkie reakcje :-) .

 


Dreszczowiec



Wanda i Władysław Broniewscy, Zgubiłem okulary. Listy z lat 1947-1962, opracowanie z rękopisu, przypisy, wstęp i zakończenie Wioletta Bojda. Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2014.

Władysław Broniewski, na zlecenie Jakuba Bermana i z pomocą byłej żony Janiny, zasupłany w kaftan bezpieczeństwa i przymusowo przewieziony do sanatorium psychiatrycznego w Kościanie, gdzie wszczyna protestacyjną głodówkę i skąd za pomocą grypsów, przesyłanych przez zaufanego pielęgniarza, porozumiewa się z kochaną żoną Wandą… Czytam to jak dreszczowiec, tym bardziej przejmujący że, chłopcem będąc, przechodziłem wielokroć parkowym otoczeniem tego sanatorium i dobrze pamiętam snujące się po nim, cokolwiek nieziemskie postacie.

Pasjonująca lektura, znakomite opracowanie, dziękuję i polecam.


Zdanie odrębne



Przeczytałem uważnie nadesłane mi Oświadczenie Teatru Powszechnego, wydane w związku ze spektaklem „Klątwa” i mogę powiedzieć, że je prawie podzielam: tak, artyście przysługuje wolność słowa i jest ona, jak każdemu obywatelowi, konstytucyjnie gwarantowana; dzieło sztuki jest tworem autonomicznym i winno być pojmowane jako „integralna całość”. Wolność artysty jest jednak limitowana przez wolność innych ludzi; dzieła sztuki nie należy dowolnie  kawałkować, bo to oznacza manipulację.

Pytania przeto mam takie: czy takie same prawa przysługują Stanisławowi Wyspiańskiemu, czy też z tej racji, że nie ma go na tym świecie, praw tych został on pozbawiony? Zatem – czy artysta żyjący i czynny może dowolnie postępować z dziełem innego artysty, tylko dlatego, że on nie  żyje i nie jest czynny? Gdyby bowiem żył, wtedy trzeba by uzyskać jego zgodę na wykorzystanie jego sztuki, więc wolność swoją poddać ograniczeniu. A gdy nie żyje i nikt się o niego nie upomni, można mu wolność jego słowa odbierać? Czy „Klątwę” Stanisława Wyspiańskiego obejmują te same zasady, co „Klątwę” Teatru Powszechnego, to znaczy czy powinna być ona pojmowana jako „integralna całość”, czy też, z  nie ujawnionych powodów, zasady te w stosunku do dzieła zmarłego klasyka, zostały zawieszone?

Spektakl „Klątwa” jest przedstawiany jako utwór reżysera Olivera Frljicia, nie jest on jednak w pełni autorski, bo na afiszu napisano, że został oparty „na motywach dramatu Stanisława Wyspiańskiego”, co chyba jest prawdą. Oświadczenie Teatru Powszechnego odnosi się natomiast tylko do spektaklu i nazwiska Wyspiańskiego nie wymienia, nawet jako autora tytułu. Stosunek teatru do dzieła klasyka dramatu pozostaje więc niejasny, a zasady na których się opiera – niewysłowione. Dlatego Oświadczenie Teatru Powszechnego podzielam – ale tylko prawie.

Powiem więcej – Wyspiański jest ważniejszy! Mam nadzieję, że nie tylko dla mnie.


Zaskoczenie



Jerzy Giedroyc, Juliusz Mieroszewski, Listy 1957-1975, Część pierwsza, część druga, część trzecia. Opracował, wstępem i przypisami opatrzył Rafał Habielski. Instytut Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską. Oddział Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza. Association Institut  Litteraire „Kultura”. Biblioteka „Więzi”, Warszawa 2016.

Kiedy dostałem od Pawła Kądzieli te trzy pokaźne tomy wydało mi się, że to całość tej korespondencji – ze wznowieniem dwóch pierwszych woluminów wydanych przed laty (1999). Bliższy ogląd przekonał mnie o pomyłce – to jest dokończenie edycji, czyli razem pięć tomów. A to i tak – jak zapewniają nas wydawcy – tylko wybór, a nie wydanie kompletne. Upewniwszy się w tym, a także rozpoznając bogate, instruktywne opracowanie tej edycji, postanowiłem stawić jej solenny opór. To znaczy – nie dać się w niej pogrążyć.

Ale się nie udało i właśnie jestem w niej zatopiony. Co z tego wyjdzie – jeszcze nie wiem, ale Pawłowi serdeczną składam podziękę, bo to mnie szczęśliwie zaskoczyło.


Długi książkowe (cd)



Michał Siermiński, Dekada przełomu. Polska lewica opozycyjna 1968-1980. Od demokracji robotniczej do narodowego paternalizmu. Instytut Wydawniczy Książka i prasa, 2016.

To może świadectwo, że moje nadzieje na odrodzenie lewicy w Polsce nie są całkiem płonne. Nie mogę powiedzieć, żebym się zgadzał z autorem, ale rozmowa była ożywcza i rozgrzewająca.

Tomasz Sobieraj, Stanisław Brzozowski. Przybliżenia. Wydawnictwo Episteme, Lublin 2016.

Bardzo dziękuję Autorowi za napisanie i przypisanie mi tej książki. Są w niej rzeczy ważne, których sam nie rozpracowałem należycie (zob. np rozdział czwarty Wobec Darwina).


Płonne nadzieje (2)



6.

Jest jasne, że ten triumf wolnorynkowego, globalizującego się (TTIP i podobne) kapitalizmu jest związany z ekspansją liberalizmu, a ten, z kolei nie tylko z prawami człowieka, ale również z maksymalizacją rywalizacji i konkurencji. Otóż prawa człowieka pojmowane treściwie, muszą mieć na uwadze podmioty ludzkie w całej ich konkretnej, społecznej  jakości, a nie abstrakcje pojęciowo-jurydyczne. Ideologii maksymalizacji konkurencji, która wzmacnia mocnych i osłabia słabych, zwodząc ich, w tak zwanych krajach rozwiniętych, konsumpcyjnym badziewiem, trzeba przeciwstawiać maksymalizację kooperacji – we wszystkich formach i postaciach. Dlatego cała nowoczesna tradycja uspołecznienia winna być na nowo czytana i szeroko upowszechniana. Jej pełny repertuar, wzbogacony także o formy dotąd nieznane, musi działać między ludźmi, a nie być tylko bibliotecznym katalogiem, choć i takiego brakuje.

7.

Co przegrywają socjaliści, to wygrywają populiści.

Nie da się usprawiedliwić tego, że długotrwałe rządy partii nazywającej się socjaldemokratyczną, nie pozostawiły po sobie żadnych trwałych form, a nawet obiektów uspołecznienia. Realistycznie i symbolicznie – ani jednego przedszkola RTPD, ani jednej szkoły imienia Janusza Korczaka, nie mówiąc już o prawach pracobiorców. Nic nie stało na przeszkodzie – poza liberalną poprawnością polityczną, o którą za  bardzo się starano – żeby wprowadzić lepsze programy typu 500 plus, płacy minimalnej, wsparcia mieszkaniowego. Trzeba było tylko chcieć i popracować nad budżetem.  Tymczasem o mało co nie zapracowano na „podatek liniowy”.

Jeśli chce się wygrać z populistami – nie wystarczy ich hucznie „demaskować”. Trzeba rozpoznać bezwzględnie własne błędy, rozliczyć się z nich i zacząć mówić nie do populistów, nawet nie do wyborców, lecz do ludzi – ludzkim językiem.

8.

Obawiam się jednak, że język taki został zapomniany.

9.

Płonne przeto nadzieje.

10.

Jednak nadzieje.


Płonne nadzieje (1)



 

Co powiedziałem na spotkaniu w krakowskiej „Kuźnicy” (31 stycznia)  spisuję w punktach, żeby być zwięzłym, choć była to gawęda, a nie mowa czy wykład.

1.

Sprawa socjalizmu nie ma się tak źle, a sprawa kapitalizmu tak dobrze – jak się na ogół mniema.

2.

Socjalizm rozliczono i potępiono za stalinizm, dokonując masowego, skutecznego utożsamienia (przykładem frazeologia Leszka Balcerowicza, którą odsłoniłem na krakowskim Kongresie Kultury) socjalizmu z absurdem ekonomicznym, totalitaryzmem politycznym oraz terrorem policyjnym. A to zwyczajne, choć gigantyczne historyczne fałszerstwo, rewers tego, którego awersem były mistyfikacje stalinizmu. Przypomnę, że za Breżniewa stalinizm ten nazywano oficjalnie „socjalizmem realnym”.

3.

Kapitalizmu natomiast, którego dynamiczny, „szczęśliwy” rozwój opierał się w wielkiej mierze na kolonializmie, dotąd porządnie nie rozliczono. Wygubieni do cna „Kanibu”, „Tasmańczycy”, „Indianie” północno amerykańscy, 100 milionów ofiar kolonializmu brytyjskiego na subkontynencie indyjskim, kilkanaście w Kongu – to tylko przykłady tej ekspansji, której wszystkich ofiar jeszcze nie policzono.

Współczesna przepaść między tymi 8 osobami, które władają ponad połową globalnych dóbr finansowych, a setkami milionów (miliardami?) niewolników głodowej pracy i płacy na całym świecie, należy również do tego kapitalistycznego rozliczenia.

4.

Historia kapitalizmu czyli gospodarki towarowo-pieniężnej jest bardzo długa (już w klasycznych Atenach istniał rynek książki). Od rynków lokalnych, poprzez tworzenie się nacjonalnych, kontynentalnych i międzykontynentalnych, aż po współczesny kapitalizm globalny droga była, co najmniej, tysiącletnia. Parokroć też przerywana.

Historia socjalizmu natomiast jest dość krótka i liczy sobie najwyżej dwieście lat, poczynając – od pierwszych zalążków po angielskiej rewolucji przemysłowej i francuskiej politycznej. Z samej tej arytmetyki nie wynika, że socjalizm ma dużą przyszłość przed sobą, ale godne rozwagi są jeszcze inne argumenty.

5.

Jeśli bowiem wreszcie uwolnimy się ostatecznie od utożsamienia socjalizmu ze stalinizmem (właściwie z rosyjskim biurokratycznym etatyzmem), to wszystkie postacie i zawiązki socjalizmu uobecnią nam się naraz. Socjalizmem bowiem jest każda forma uspołecznienia własności, pracy, stosunków międzyludzkich. Od interwencjonizmu państwowego i politycznych reprezentacji pracobiorców, poprzez samorządy, syndykaty i stowarzyszenia, do kooperatyw pracowniczych, spółdzielni spożywców i zespołów twórczych.

Takiej historii socjalizmu jako powszechnego nieomal ruchu uspołecznienia jeszcze nie napisano, nie ma nawet porządnego katalogu jego postaci i form, ale trzeba je przypominać, pamiętać i popularyzować.

(I tu na razie przerywam, ale jeszcze do tego wrócimy).

 

 


Jubileusz „Borussii”



List na 25-lecie. „Borussia”. Kultura, historia, literatura, Olsztyn, nr 58, 2016, s. 192.


Z powodu filmu „Wołyń”



Andrzej Mencwel, Błąd w sztuce, „Przegląd Polityczny”, nr 139/140, 2016, s. 42-47.


« Poprzednia stronaNastępna strona »