***



Wyobrażam sobie, że nasza ziemia drży podskórnie, ponieważ wszystkie pogrzebione w niej istoty, także spopielone, zostały w podziemiu zachowane i czekają na nowe wcielenia.  


Odchodzenie



Dżosia odchodzi. Nasza ukochana suczka słabnie z dnia na dzień, a my staramy się jej towarzyszyć i ją wspierać, co jest bardzo trudne. Niszczy ją wewnętrznie, rozpoznany lekarsko, nowotwór kości w prawych łapach. Nie ma na to lekarstwa, tylko mocny, “ludzki” środek przeciwbólowy. Na razie działa.

Dżosia “walczy”, jak walczą ludzie w takich sytuacjach – huśtawka postanowień, odruchów, nastrojów. Całą dobę nie je i słabnie w oczach, a następnego dnia łapczywie pochłania posiłki i domaga się deseru. Apatycznie i prawie bezprzytomnie przesypia kilkanaście godzin, nagle wstaje, żąda spaceru i kuśtykając przegląda różne bliskie kąty. Jest czysta, bo gdy wydaje się, że już nie wstanie, a długo się nie załatwiała, to się podnosi, wskazuje wyjście i znajduje właściwe miejsca dla swoich potrzeb. Ma bardzo silną wolę, bo musi przy tym przysiadać na tylnych, prawie niewładnych łapach (na schodkach pupę się jej podnosi), a wczoraj ze wszystkim sobie poradziła. 

Była najbardziej autarkicznym z naszych, pochodzących ze schroniska, psów i oddalała się kiedy chciała i gdzie ją poniosło, nie zważając na żadne apele ani kary. Rekord ustanowiła pewnego lata na wsi – nie było jej ponad dwie godziny, a uciekła z kolczatką na szyi. Wróciła bez niej, cała i zdrowa. To cud, że przeżyła z nami kilkanaście lat.

Była też najbardziej czułym z naszych psów. Lubiła leżeć przy mnie lub Ani przytulona ciałem, ile się dało. Kiedy się koło niej przechodziło dawała znak głową lub łapą, że czeka na karesy. Wczoraj jeszcze mnie tak zaczepiła i wykonała swój czuły gest, zaplatając swoją łapkę przez moje przedramię.

Wczoraj też chciała zostać na noc, mimo zimna, na naszym małym trawniku. Oboje pomyśleliśmy, niezależnie od siebie, że szuka sobie miejsca zgonu.

Ale udało się ją wprowadzić do domu, przespała noc dość spokojnie i zjadła śniadanie. 

PS. Dżosia odeszła przedwczoraj, spokojnie i już bez cierpień, przy Ani oddała ostatni oddech. Wczoraj pochowaliśmy ją na wsi, obok jej poprzedników.

 


***



Nie mogę sobie uprzytomnić Boga osobowego w postaci wszechmocnego brodacza znanego z kościelnych malowideł.

Raczej symboliczne Oko Opatrzności – jako dezyderat wiary, której nie doświadczam.

Czym więc jest dla mnie męka historycznej osoby Chrystusa?

Figurą wszystkich mąk ludzkich, poprzedzających jego żywot i następujących po nim.

A co z tymi mękami ludzkimi, których dokonywano w Jego imię?

Sprzeczność nieusuwalna, tożsama z naszą historią.

 


Odpowiedź Krzysztofowi



Pytasz mnie o Szczeliny istnienia, zmarłej przed tygodniem Jolanty Brach-Czaina?

Szukałem, nie znalazłem, pewnie utknęła u kogoś z przyjaciół, może już nie żyjącego, bo coraz ich więcej.  Takie książki mają tę właściwość, że przechodzą z rąk do rąk i u kogoś zostają, nie przez zapomnienie, lecz przyswojenie. Ktoś nie chciał się z nią rozstać.

Tytuł świetny, choć to esej o podstawach istnienia, a nie o jego prześwitach. Filozofia naszego, może głównie kobiecego, ale tym bardziej człowieczego istnienia, wydobyta i wysublimowana z doświadczenia powszedniości. Napisana misternie  prostym, wyszukanie zwyczajnym, źródłowo własnym językiem.

Właśnie o niej pomyślałem, kiedy mnie zapytałeś. Powinna zostać odzyskana – dla nas i dla wszystkich.

 

 

 

 


Abominacja



Tak zwana kara, nałożona na dwóch polskich biskupów przez urząd papieski, zakrawa na drwinę ze sprawiedliwości.

Obaj biskupi są winni świadomego osłaniania ciężkich przestępców, a nie biernego braku nadzoru nad nimi. Takie czynne osłanianie sprawców jest współudziałem w ich przestępstwach, a nie zwykłym zaniechaniem. Prawnik lub nauczyciel, który by tak postępował, na pewno zostałby wydalony z zawodu i postawiony przed sądem.

Zakaz celebrowania uroczystości kościelnych we własnych, byłych diecezjach, jaki nałożono na dwóch biskupów, oznacza dozwolenie sprawowania ich w innych. Już widzę, jak posiadacz podlaskiego pałacu odbiera hołdy w biskupstwie drohiczyńskim, łomżyńskim lub  białostockim.

Abominacja.

To już nie jest oburzenie, to jest obrzydzenie.


Kwalifikacja



Należałoby wprowadzić kwalifikacje dla polityków opozycji.

Jeśli potrafi powiedzieć coś bezwarunkowo ważnego o epidemii i walce z nią – przechodzi do reprezentacji i może się publicznie wypowiadać.

Jeśli natomiast ma w głowie tylko władzę i jest doszczętnie od niej uzależniony – podlega dyskwalifikacji.

Ciekawe kto by się obronił?

 


Metempsychoza



Idąc ulicą, jak mówią, litował się Pitagoras

nad bitym bezlitośnie psem i przemówił w te słowa:

“Przestań go bić! Przyjaciela duszę

rozpoznałem w jego skowycie!

Tak podaje Ksenofanes.

Cytat za Diogenes Laertios. Żywoty i poglądy słynnych filozofów. PWN, Warszawa 1982


Słówka



Błota i bełtogi: plewy i ciarachy; łachmytek z miasta; miazga przydarzeń; opałki i koszałki; odbyt niezgorszy; pies wierny i słuchliwy; podśniadek i podwieczorek: szuja rodzima; włościaństwo gruntowe; zazuwne buty.


Kwestia smaku i nie tylko



Zupełna bezstylowość rezydencji Obajtka i członków jego rodziny, migawkowo pokazywanych w telewizjach, rzuca się w oczy.

Bez stylizacji na ziemiański dworek, mieszczańską willę czy modernistyczny bungalow. Raczej wszystko naraz w dowolnym zestawieniu – byleby  “na bogato”. 

Nie jest to, rzecz jasna, kwestia rodzinna, lecz formacyjna. Chata chłopska (czyli góralska) mogła inspirować Stanisława Witkiewicza, ale nie prezesa i jemu podobnych (np. arcybiskupów). Oni mają magnackie raczej ciągoty i taką uprawiają autoprezentację. W każdym razie w imieniu dawnego wójta Pcimia, wypowiada się oficjalnie PKN Orlen. Czy to znaczy, że prywatne jest już sklejone z państwowym?  Jak w tamtej Rzeczypospolitej, która dla oligarchów była “postawem sukna”?

Dopisek z 18 marca:

przesadziłem z tą “kwestią smaku” oraz “stylizacji”. To przecież zwyczajne dorobkiewiczowskie bezguście.

 

 

 


Oskoma



Marta Wyka, Tamten świat. Szkice literackie dawne i nowe. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2020.

Pierwszą część tej elegancko i poręcznie wydanej książki przeczytałem od ręki, zaraz po otrzymaniu. Kiedy zaglądam do niej ponownie, powtarzam,  co napisałem do Marty wraz z podziękowaniem: za mało, więcej proszę, to rozbudza ciekawość! Część ta nosi tytuł I co dalej po klęsce, nawiązujący do Pamiętnika po klęsce Kazimierza Wyki i wokół jego pisarstwa, redaktorstwa i nauczycielstwa została skupiona. To Ojciec Marty i pewnie dlatego pisze ona powściągliwie, a przecież prawdziwie. Tonacja tego pisma budzi zaufanie i pragnienie wiedzy, przeto jego oszczędność wydaje mi się przesadna. Więcej, proszę, więcej, czekam nie ja jeden.

 


« Previous PageNext Page »