Wymowa milczenia

Około roku 1990, za dyrekcji Kazimierza Dejmka, na scenie Teatru Polskiego widziałem i przeżyłem Wiśniowy sad przedstawiany przez Teatr na Tagance, w reżyserii Anatolija Efrosa z Ałłą Demidową w roli Raniewskiej. Przypominałem sobie ten spektakl podczas sobotniej premiery Wiśniowego sadu w reżyserii Krystyny Jandy na tej samej scenie. Demidowa była magnetyczna w swojej grze i do dziś widzę przed sobą jej rozjarzone somnambulicznie oczy. Podobnego magnetyzmu zabrakło w spektaklu Jandy, co jest głównie kwestią aktorską – ani Raniewskiej, ani Łopachina nie da się zapamiętać. Najbardziej wymowne w tym  przedstawieniu są sceny milczenia, zwłaszcza w pierwszej części.

 

 

 

Kwestia smaku

Minister aktualnego rządu polskiego dał w prezencie komisarzowi (ministrowi) Unii Europejskiej, fotografię zniszczonej Warszawy.

Chyba nie pojmuje, że dzięki  Unii Europejskiej żyjemy, od siedemdziesięciu pięciu lat, w czasach pokoju i budowy. A przedtem przez tysiąc lat właściwie, krwawe wojny wybuchały tutaj co pokolenie.

To nie jest jednak kwestia intelektualna, lecz estetyczna.

Bo ten akt to kicz.

 

 

 

 

“Dzikie mięso”

“Pilot od dawna nosi miano jednego z najbardziej zuchwałych pisarzy słowotwórców, który pozwala swoim fabułom i bohaterom poddawać się żywiołowi – czy nawet obsesji -języka. Dzikie mięso zdaje się jednak projektem totalnym – manifestem stylistycznego i dźwiękowego szaleństwa, które nie dba o nic poza zachwytem nad swoją własną swobodą. Trudno tu wyszczególnić osobne postaci czy pojedyncze zdarzenia. Słowa nakładają się na siebie, pytania scalają z odpowiedziami, a plany czasowe wzajemnie wykluczają. Pilot napisał książkę kalambur, książkę puzzle, do których poskładania tylko pozornie przydaje się znajomość poszczególnych zwrotów gwarowych czy wyrobiona intuicja językowa. Do Dzikiego mięsa nie ma jednaj mapy, klucza czy punktowej listy złączek. Poszczególne cząstki przypominają wariacje na temat znanych podań ludowych, przekształconych przez popkulturową maszynkę “wątków wiejskich” czy wreszcie – elementów twórczości samego autora, o którym przecież często pisze się jako o twórcy jednej, wciąż niedokończonej opowieści.”

Cytuję za: Antonina Tosiek, Polściej się nie da, Dwutygodnik. com. Nr 320/321. 

Nasza wnuczka Zosia

https://www.daserste.de/information/politik-weltgeschehen/morgenmagazin/videos/moma-reporter-fluechtlinge-in-polen-100.html

Na pamięć

 

19 dzień października 2020

 

Gęste dziś obłoki

Ile dusz w  nich płynie

W wielkich łodziach z kropel

 

A my stoimy pod tą flotyllą

Najemnicy dni czekający na zmierzch

Ukrywający zło pod językiem

 

Krzysztof Lisowski, Wieści dobre i złe, Universitas, Kraków 2021, s. 37

Paradoks zwiedzacza

Jeśli wspomnieć Knossos, to najważniejsze jest to, że udało mi się tam pojechać i szczęśliwie powrócić. Takim starym bowiem już nie pożyczają samochodów, jedynie pod gwarancją wysokiego odszkodowania, którą musiałem podpisać. Udało mi się nie tylko przemknąć autostradą pełną serpentyn, z cudownymi górskimi widokami na błękitne zatoki, ale także przecisnąć przez wąziutkie uliczki Heraklionu, bez jednej rysy lub odprysku. Wracałem z modlitwą tych, co się nie modlą i dojechałem.

W samym Knosssos raczej zawód niż olśnienie. Trzeba tam być, należy to do Kanonu, więc byłem. Ale obcuje się głównie z rekonstrukcjami Evansa, a ponieważ są one wyśmienite, więc podejrzenia rodzą zwątpienie. Te kolumny są zbyt gładkie, te freski za bardzo błyszczące, te kamienie wyszlifowali zwiedzacze podczas ostatniego stulecia…Najbardziej przykre są żelbetowe belki słupowe i stropowe, które dla iluzji czyli niepoznaki, zamalowano drewnopodobną farbą.

Evans był dziewiętnastowiecznym Brytyjczykiem, wiktorianinem, który na pewno miał za sobą europejski Grand Tour i stylizował swoje wykopaliska na modłę tamtego fasonu. Kochał imperialne wymiary, więc je odnajdywał, a znalazł też florencki salon, czyli Piano nobile, portret Paryżanki oraz rzymską łazienkę. Na pewno epokę minojską poznał lepiej od milionów zwiedzaczy, bo ją właściwie odkrył, ale w ogóle nie zwrócił uwagi na ludzki koszt tego zdumiewającego rozmiarem i rozmachem wiekopomnego dzieła. To myśmy budowali piramidy, rwali marmur na świątynie i kamienie  na drogi imperialne – pamiętne zdanie Borowskiego, powinno wprowadzać w każde takie miejsce, bo tam nasza krew, pot, kości i ścierwo.

Ani słowa o tym w Knossos, ani słowa w przewodnikach i tablicach informacyjnych i trzeba samemu znaleźć jakiś odłam nie wydeptanego kamienia, żeby poczuć to drgnienie współobecności, o które naprawdę chodzi. Bo przecież po to tam pojechałem i też się udało.

Ale gdyby nie ten Evans, to pewnie nie miałbym tej możliwości…

 

Konkurs szopenowski. Codziennie koncert.

Balsam, balsam na wszystkie rany publiczne i sparzenia prywatne…

Drżenie

Wolałbym pisać o grze siatkarzy, których wielbię, dochodzić przyczyn ich porażek w kluczowych próbach, boję się jednak, że czeka nas próba niezrównanie bardziej dramatyczna. Piszę to z drżeniem, ale prawie wszystko wskazuje, że w relacjach rządu polskiego z władzami europejskimi nadszedł czas próby ostatecznej i żadne werbalne wybiegi już jej nie oddalą. 

Nawet nie można sobie wyobrazić, że następnego dnia rano obudzimy się poza Unią Europejską, co nocą przegłosuje zlepiona doraźnie większość sejmowa, choć jest to dość realne. Ani słowa o marzeniach i dążeniach pokoleń oraz moich wnuczkach studiujących w ramach programu Erasmus!

Nie można też wyobrazić sobie, że władze UE, które przecież istnieją i co najmniej władają programami dotacyjnymi, będą nadal pozwalały zwodzić się kluczeniem polskich rządzących. I pewnego dnia oznajmią stanowczo: rzeczywista niezależność sądownictwa i wszystkie prawa mniejszości – albo wstrzymanie (zawieszenie) programów pomocowych.

I co wtedy? Jak oni, “nasi” wycofają się rakiem (czyli krętacko) ze swoich deform i ekskluzji? Czy będą nadal kuglować, jak czynią dotąd? A jeśli oni, czyli “eurokraci” już się nie dadzą nabierać, co wtedy?

Trzeba będzie dokonać jasnego wyboru, bo nie da się oszukiwać wszystkich wokół i samych siebie.

Jest pewne, że wobec takiego zwarcia rządzący nie poddadzą się weryfikacji wyborczej, jak uczynili w roku 2007. Co zatem mogą zrobić? Rozszerzyć stan wyjątkowy pod pretekstem zagrożenia pandemią lub uchodźcami…

Może być i strasznie i śmiesznie, ale nic mi od tego nie lepiej. Drżenie nie słabnie, lecz się wzmaga.

 


   

Domiar

Na domiar złego przy wjazdach do Łomianek  wystawiono tabliczki ostrzegawcze: “Strefa skażona. Zgnilec amerykański pszczół”. Co więcej – stoją one po obu stronach dróg, więc nie wiadomo, gdzie zgnilec ten jest rozbestwiony – w mieście, czy w otaczającej je Puszczy Kampinoskiej.

PS

Pełna sentencja Brzozowskiego jest taka: Kto myśli o przyszłości Polski, musi rozumieć Rosję, musi ją rozumieć lepiej niż ona samą siebie rozumie, jeśli chce ją wyprzedzić.

Next Page »