Tylko to…



Flaubert wyrzucał jednemu ze swoich kolegów, że porzucił gęsie pióro na rzecz obsadki ze stalówką…


Rekomendacje



Poświęcona Janowi Józefowi Lipskiemu książka Łukasza Garbala, o skromnym lecz odpowiednim podtytule, Biografia źródłowa, jest przedsięwzięciem imponującym i podstawowym ( tom 1, 1926-1968; t. 2, 1969-1991. Instytut Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską, Warszawa 2018). Imponujący jest jej źródłowy zakres i rozmach, a także rzetelność autora w przedstawianiu rezultatów swoich upartych i bogatych poszukiwań. Podstawowa jest dlatego, że zobowiązująca dla każdego, kto będzie zajmował się historią Polski od roku 1939 do 1989 (a nawet szerzej). Jest swego rodzaju kroniką polityczną, kulturalną i społeczną. Szczególną jej zaletą jest umiejętność przedstawiania więzi międzyludzkich, tworzenia i przemian środowisk ludzkich.

Skromność autora, który trzyma się tego, co wydobywa ze źródeł, przemawia również na jego rzecz. Dzięki temu bowiem otwiera możliwości interpretacyjne, których dotąd nie mieliśmy.

Sylwia Jaskuła, Ewaluacja społeczna w edukacji. Wydawnictwo Impuls, Kraków 2018. Rzecz opracowana z prawdziwym znawstwem i przystępnie przedstawiona. Dziękuje i pozdrawiam.


Skała



Film braci Sekielskich (Tylko  nie mów nikomu) jest przejmujący, dlatego, że dociekliwy i powściągliwy. Wstrząsa widzem krzywda dzieci podstępnie wykorzystywanych; złamani starcy wykręcający się od prostego wyznania nie budzą współczucia. Jednak najbardziej wymowna jest milcząca przez dekady i unikająca odpowiedzialności moc korporacji. To jest skała i kropla, także prymasowska, niestety jej nie kruszy.

Właśnie czytam, że kryminalista K., decyzją Watykanu usunięty ze stanu kapłańskiego, był przez miesiąc chroniony przez odpowiednią kurię. I to on, jeśli dobrze kojarzę, został sfilmowany, jako odprawiający msze, rzekomo “prywatne”.

Episkopat w niedawnym oświadczeniu przyjął rok 1990, jako początkowy dla swoich badań. A dlaczego właściwie ta data polityczna ma wyznaczać granicę ludzkich cierpień? Przecież nie dlatego, żeby zadośćuczynić wszystkim żyjącym ofiarom (wielu sprzed 1990), tylko po to, żeby ograniczyć odpowiedzialność. Bo taki jest interes korporacji.


Tydzień po tygodniu



Po różowym tygodniu przyszedł czarny.

Różowym mogę nazwać czas świąteczny, spędzony z moją, kochaną siostrą Letą, w jej żarskim mieszkaniu, które jest przecież i moim chłopięcym, młodzieńczym. Coś tam nas razem otwiera i nasyca, mogę godzinami wypytywać ją o przedwojenne i wojenne życie naszej rodziny, wspominać lata szkolne, a potem rozwiązujemy razem krzyżówki, albo oglądamy telewizję, wiadomości lokalne, globalne, trafił się też “Ben Hur”. Być z nią, w jej 96-tym roku życia, to jest coś więcej niż powinność, to jest szczęście.

Spotkanie w żarskim domu kultury też udane. Ponad 50 osób, cisza, jak makiem zasiał, kiedy opowiadam o powstawaniu “Toastu na progu”. A potem pytania i rozmowy, najwięcej z Ireną Marciniak, która to wszystko sprawiła i mną się opiekuje. Moja sympatia z lat licealnych – chwilo trwaj!

Czarny tydzień zaczyna się od wieści o śmierci Grażyny Pomian, która doszła mnie jeszcze w Żarach. Ona nie mogła już być obecna na tej wspaniałej konferencji paryskiej poświęconej Krzysztofowi, ale była z nami we wspomnieniu, pytaniach, zadumie. Wiedziałem, że od paru już lat jest chora i że choroba postępuje, bo właściwie nie ma na nią sposobu, ale to nagłe, ostateczne odejście to cios dla Krzysia. Dla przyjaciół – żal i współczucie.

Potem zaraz Karol Modzelewski. Był w Paryżu na tej konferencji, przyjechał pociągiem pod opieką Gosi, bo nie mógł już latać samolotem. Ale przybył, żeby uczcić przyjaciela, wniósł swoim świetnym wystąpieniem oddech dziejącej się historii (w 1956 roku), a potem popijaliśmy winko i to nie raz: wieczorkiem, w jadalni Lauristonu, przy biesiadnym stole, z kieliszkiem czerwonego wina w dłoni i tym  przyjaznym, trochę tajemniczym uśmiechem na ustach. Tak Go widzę raz ostatni – niech zostanie.

A przedwczoraj dzwoni Jacek Migasiński (też był w Paryżu), z wiadomością, że nie żyje Wiktor Szkiełko. Wiktor był naszym kumplem z wielu dawniej przepływanych dni, na jeziorach mazurskich i augustowskich. Nie był osobą publiczną, był świetnym żeglarzem, serdecznym, ciepłym człowiekiem. Nazywaliśmy go “Szkiełeczko” i to zdrobnienie Wiktora objaśnia.


W rodzinnym mieście



20341_INFO_kwiecien


Solidarność



        Nie mogę uwierzyć w pożar Katedry Notre Dame, ponieważ nie wierzę w realność obrazów telewizyjnych. Podczas ataku na Twin Towers w Nowym Jorku, akurat włączyłem telewizor i widziałem z bliska ten drugi samolot wbijający się w wieżę, wydawało mi się to jednak zdarzeniem wirtualnym. Z katastrofą smoleńską było inaczej, ale byłem na wsi, nie miałem telewizora i usłyszałem o niej w radio. Zdaje się, że wyrosłem w czasach, w których najważniejsze wiadomości przynosiło radio i mam do niego inny stosunek poznawczy.

       Tak się szczęśliwie złożyło, że na parę dni przed tym niewiarygodnym nieszczęściem, w Paryżu również, braliśmy udział w międzynarodowym kolokwium, poświęconym Krzysztofowi Pomianowi (zob. program poniżej). Pozwalam sobie zacytować list dziękczynny, jaki napisał po jego zakończeniu, profesor Eli Barnavi, odpowiadając na podziękowania organizatorów:

       “To my powinniśmy podziękować wszystkim organizatorom i organizatorkom za absolutnie doskonały sposób prowadzenia, od początku do końca, tego imponującego wydarzenia. W życiu swoim widziałem i organizowałem konferencje, ale ta tutaj, łącząca erudycję, serdeczną pamięć i przyjaźń, nie przypomina żadnej innej. Wszystkie moje gratulacje”.

             Jesteśmy solidarni w uznaniu i we współczuciu.


Krzysztofowi Pomianowi w hołdzie



Colloque Hommage a Krzysztof Pomian 4-6 avril 2019 programme compressed


Wzbogacanie



W książce Marty Rakoczy (Polityki pisma. Szkice plenerowe z pajdocentrycznej nowoczesności, Oficyna Naukowa, Warszawa 2018), którą  od niej otrzymałem, z przypisaniem, które sobie tajnie podczytuję, najbardziej zdumiewające jest, ciągle rzadkie w naszej humanistyce, zestrojenie osobistego doświadczenia z najbardziej wyszukanymi, refleksyjnie przyjmowanymi teoriami piśmienności. Marta literaturę tych teorii ma, rzec można, w małym palcu, ale jest też matką córek, którym książkę dedykuje, a nie jest to akt formalny, bo czytając ją, czuje się, jak te dzieci są w jej twórczości współobecne, albo też współmyślane. Autorką nie powoduje tylko pytanie: co pismo robi z dziećmi?, choć porusza ono główne jej wywody, ale także pasjonująca, całkiem świeża, kwestia: co z pismem robią dzieci? Urzeka mnie opinia, że linearnej sekwencyjności pisma przeciwstawiają one taneczną swobodę rytmiczną. Ale – jeśli dobrze rozumiem autorkę – nie tyle przeciwstawiają, co uzupełniają, albo dopełniają. Ponieważ jest ona świadoma ograniczeń “polityk pisma”, ale ich po prostu nie odrzuca, lecz refleksyjnie krytykuje, w imię wzbogacenia całej nowoczesnej edukacji.


cd



Mity PRL-u. Redakcja Jerzy Sosnowski. Kancelaria Adwokacka Tomasz Kopoczyński, Gdynia 2018.

Dziękuję Jurkowi również z opóźnienie, ale zapewniam, że książka mi się przydaje (dyskusyjnie).

 

Aleksander Kolańczuk, Ukraińscy emigranci w w życiu naukowym, kulturalnym, społecznym i gospodarczym w II RP. Południowo-Wschodni Instytut Naukowy w Przemyślu. Przemyśl 2017.

Z panem Aleksandrem widzieliśmy się w Przemyślu, a to też było jakiś czas temu. Jego słownik biograficzny powinien stać w akademickich bibliotekach podręcznych. Dziękuję i przekazuję!

 


Podziękowanie



Jadwiga Szczawińska-Dawidowa, Listy do Jana Władysława Dawida (marzec-kwiecień-maj 1905). Z rękopisu do druku przygotowała, wstępem i komentarzem opatrzyła dr Justyna Myszkowska. Prace Biblioteki Publicznej m. st. Warszawy, Warszawa 2017.

Rzecz ta nie przeleżała się u mnie od roku wydania, lecz od czasu, kiedy ją otrzymałem, a przesłał mi ją przed paroma miesiącami dyrektor Michał Strąk, z uprzejmym koleżeńskim listem. Miałem ją cały czas pod ręką, ale że dotyczyła starych, poniekąd znajomych, więc odkładałem ją z dnia na dzień. Chcę teraz, po tej zwłoce, z tym większym naciskiem, podkreślić, że jest to edycja pouczająca, niezbędna, wzorowo opracowana. Instruktywne przypisy oparto na imponującym zasobie źródłowym, zaś obszerny wstęp jest właściwie małą monografią Dawidów. Dowiaduję się z niego, że Justyna Myszkowska pisze biografię Jadwigi Szczawińskiej-Dawidowej, więc najmocniej, jak umiem, ją w tym dziele popieram, ponieważ jest nam ono potrzebne.

Wydanie wzbogacono licznymi reprodukcjami zdjęć i dokumentów, co czyni je nie tylko ozdobnym, ale i historycznie smakowitym.

 


Next Page »