Odejście filozofa



Alfred Gawroński, filozof,  zmarł w Rzymie 17 stycznia 2021 roku, przeżywszy 91 lat. Był oryginalnym współczesnym myślicielem, dość odosobnionym, ponieważ nie ulegał kapryśnym przypływom i nie należał do wpływowych konstelacji.

Jego tytułowy esej ze świetnej książki Dlaczego Platon wykluczył poetów z Państwa? (Biblioteka “Więzi”, Warszawa 1984) inspirował moje pojmowanie komunikacji ludzkiej i jej historycznych modeli (mowa-pismo-druk) i umacniał nasze (w ówczesnej Katedrze Kultury Polskiej Wydziału Polonistyki UW) zainteresowania dziedziną, która nazwaliśmy Antropologią słowa. Wyrosła z tego również seria wydawnicza Communicare, w której wydaliśmy także tych klasyków antropologii słowa, o których pisał Gawroński: Havelocka i Goody’ego*.

Prawdopodobnie około roku 1990 zaprosiłem Alfreda Gawrońskiego do naszego zespołu na dyskusję o jego filozoficznym ujmowaniu komunikacji oraz konstytucji sensów języka. Pamiętam to spotkanie jako intensywne, ale nie mam jego zapisu, było jednak nagrywane i powinno w tej formie zostać dochowane.

Pośród heideggerowskiej młaki i postmodernistycznej łatwizny, filozofia Gawrońskiego była głosem powagi, rzetelności, racjonalnego krytycyzmu. Jestem pewien, że zostanie właściwie odczytana i doceniona, choć żal mi, że myśliciel tego nie doczekał.         

* The Logic of Writing and the Organization of Society Goody’ego przywiozłem w 1987 roku ze Stanfordu (wypatrzyłem w księgarni uniwersyteckiej, była gdzieś na samym dole, leżałem na wykładzinie ją przeglądając, a strażnik obchodził mnie dookoła) i nawet przetłumaczyłem wstępny fragment. Esej Gawrońskiego oświetlił i uporządkował te pierwsze intuicje.


Prawda inscenizacji



Inauguracja prezydenta Stanów Zjednoczonych jest sugestywną inscenizacją, także wtedy, kiedy zamiast tysięcy obywateli widzimy tysiące flag. Zawsze jednak mnie ona przejmuje, ponieważ to państwo jest dziełem ludzi rozumnych i, mimo wszystko, pozostaje dziełem imponującym.

Jego prezydent jest najwyraźniej pierwszym obywatelem, a będąc białym rzymskim katolikiem zaprasza do przesłania religijnego czarnoskórego pastora metodystów. Z podobnych splotów można tam utkać cały kilim.

Inscenizacja ta daje nam pewność, że taka rzeczywistość jest możliwa.

 

 


Dzisiaj w Ameryce



Uwertura w stanie Minnesota-1

Udostępniam za zgodą autora, którym jest Rafał Marszałek. I z podzięką.


Sukces



Dzisiaj o godzinie 4.30 udało mi się od razu zapisać na szczepienie przeciw Covid 19. Telefonicznie na nr 989, przyjęła pani Oliwia Boroń, bardzo uprzejmie i rzeczowo. Potwierdzenie miejsca i terminu (27 stycznia o 12-tej, w Łomiankach) już otrzymałem.

Życzę wszystkim oczekującym podobnego sukcesu!

 


Memento



W literaturze istnieje wyrażenie skia kapnou – tłumaczone jako cień cienia, które odwołuję się do kategorii nietrwałości i marności.

Krzysztof Bielawski, Papirus z Derveni. Największe odkrycie filologiczne XX wieku, “Kronos”, nr 2/2008, s. 208-221.


Kalos kagathos



Kamil Stoch jest mistrzem skoków narciarskich i to takim, jakiego dotąd nie było. Nie chodzi mi tylko o zwycięstwa, ani o miejsca w “klasyfikacji wszechczasów”, nawet nie o perfekcję stylową, która sędziowie zaczęli właściwie oceniać. On w tym sezonie, a także pod koniec poprzedniego, który przez pandemię został skrócony) dokonał czegoś, co przywodzi na myśl antyczny ideał Kalos kagathos. Stoch świadomie i nieustępliwie zestraja swoje siły fizyczne i psychiczne, czyni to od początku sezonu krok po kroku, aby osiągnąć najwyższą i niezawodną sprawność. A osiągnąwszy ją, rozkoszuje się każda sekundą lotu, jak sam powiedział, my zaś unosimy się nie tylko w zachwycie, ale i w pewności sukcesu.

To właśnie jest nadzwyczajne – ta pewność, w konkurencji tak kapryśnej, jak skoki narciarskie. Właściwie należałoby napisać rozprawę o samoopanowaniu jako samostanowieniu podmiotu ludzkiego.   


Ten typ



Trump zapewne zasłużył na więcej niż impeachment, bo na sąd, za inspirowanie ataku na Capitol i parlamentarzystów, czyli swego rodzaju zamach stanu. Ale jeśli go zamkną, może napisać swój Mein Kampf… On jest w tym typie.

Co chce podpowiedzieć? Że to nie jest jego koniec i może być jeszcze bardziej groźny. 


***



A ludzie mówią, i mówią uczenie,

Że to nie łzy są, ale że kamienie,

I – że nikt na nie nie czeka!


Trafiony, zatopiony



Dopiero przed Świętami odebrałem z instytutu, bo nie byłem tam sporo tygodni, książkę Włodzimierza Lengauera (Dionizos. Trzy szkice, Homini, Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2020), którą Autor łaskawie mi podarował. Dedykację skromnie zatajam…

I zaraz mu napisałem, że przeczytam świątecznie, ale po lekturze pierwszego z esejów (Dionizos w świecie ludzi) pojąłem, że muszę chociaż przypomnieć sobie Bakchantki Eurypidesa, co zaraz uczyniłem. Na tym jednak nie koniec. gdyż obok Bakchantek, jest  przecież Ifigenia w Aulidzie, po niej Cyklop,  a zaraz potem Rhesos…Właśnie to wszystko, z rozkoszą przeczytałem…

Ale to jest tylko czwarty tom dzieł Eurypidesa, w wiekopomnych opracowaniach i przekładach Jerzego Łanowskiego, i czekają mnie trzy poprzednie. Wstęp do całości już znam, więc zaczynam od początku.

Dionizos Lengauera leży pod ręką i czeka na dojrzewającego czytelnika. Jestem pewien, że Autor mnie zrozumie.

 


Wszystko przez nich…



Tak zwane media donoszą, że karpia na Wigilię wymyślili komuniści.

Może i Wigilię też?

PS. My bez karpia.


Next Page »