O Abramowskim w Poznaniu



 

Wiadomość napisana przez Andrzej Mencwel <andrzej.mencwel@uw.edu.pl> w dniu 15.01.2018, o godz. 10:44:
Odpowiedz lub przekaż dalej
Używasz 1,01 GB
Zasady programu

Technologia

Google
Ostatnia aktywność konta: 0 minut temu

Szczegóły


Wpis pożegnalny



Początki naszej znajomości ze Zbyszkiem Osińskim toną, rzec można, w mroku dziejów, ponieważ sięgają połowy XX wieku. Trzeba takiej ostatecznej, żałobnej okazji, aby uprzytomnić sobie, że tamta epoka jest od współczesnych bardziej odległa, niż dla nas, w latach naszych studiów, była epoka Młodej Polski. Nasz czas jednak jest podwójnie omroczony, nie tylko dystansem lat i dziejowych wstrząsów, lecz także tendencyjnym namotaniem wmówień, które Polskę Ludową czynią jedną, wielką “czarną dziurą”. A my dojrzewaliśmy w latach popaździernikowych, otoczeni i podniecani erupcjami ówczesnej kultury studenckiej, która prawdopodobnie nie miała sobie równych na świecie i tryskała wszędzie: w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku, a także w Łodzi i w Gliwicach*. Bez całego tego, masowego właściwie podglebia, nie byłoby takich objawień, jak twórczość Zbigniewa Cybulskiego, Jerzego Grotowskiego, Agnieszki Osieckiej, Wojtka Młynarskiego. W tym kręgu Zbyszek Osiński odnalazł Teatr Laboratorium i związał się z nim na całe życie, a ja czar teatru przeżyłem wśród twórców wrocławskiego Kalambura.

Potem, około połowy lat siedemdziesiątych, spotkaliśmy się w Katedrze Teorii Literatury Wydziału Polonistyki UW, w której zostaliśmy kolegami, nie czując się w niej dobrze, gdyż była okaleczona pomarcowymi ekspulsjami. Więc jak tylko nadarzyła się okazja, a było nią tworzenie Katedry Kultury Polskiej, wzięliśmy w niej świadomy i zdecydowany udział. Był to czas naszego najlepszego koleżeństwa, bo nie pamiętam już, ani nie przytoczę, rozlicznych, dociekliwych spotkań i rozmów, kształtujących program tej Katedry. Po dekadach owocnego rozwoju, przytajonego, ale nie powstrzymanego przez stan wojenny, przekształciliśmy Katedrę w Instytut, co bez poparcia profesora Osińskiego nie byłoby możliwe. Czy wraz z tym rozwojem i przemianami, nasze dobre stosunki koleżeńskie się pogarszały, aż doprowadziły do rozstania, bo Zbyszek na parę lat przed emeryturą, przeniósł się do innego instytutu? Byliśmy zawsze różni, ścieraliśmy się nie jeden raz, przez długie dekady wielostrunnej współpracy, zawsze twarzą w twarz, z poczuciem wzajemnego szacunku. Czy to ja kiedyś powiedziałem o słowo za dużo, czy też odezwał się, przypomniany ostatnio, frazes Kornela Ujejskiego, tego nie rozstrzygnę. Nigdy jednak nie przestałem żałować, że przed moim także odejściem na emeryturę, Instytut Kultury Polskiej został opuszczony przez profesora Zbigniewa Osińskiego.

Zbyszek Osiński, jako uczony, pośród licznych swoich właściwości, miał i tę, coraz dzisiaj rzadszą, że był pasjonatem archiwistyki. Kiedyś przed laty, zdradził mi w osobistej rozmowie, że bardzo sobie cenił, filologiczne seminaria Zygmunta Szweykowskiego, na które w Uniwersytecie Adama Mickiewicza, uczęszczał jako student. Profesor Szweykowski, urodzony pod koniec XIX wieku, a pracę naukową rozpoczynający przed wojną, wydał kilkadziesiąt tomów pism Bolesława Prusa i mógł nam się wydawać antykiem. Ale i ja zahaczyłem, podczas swoich studiów, o seminaria, podobnie wiekowej i zasłużonej, profesor Zofii Szmydtowej, więc wyznanie Zbyszka przyjąłem ze zrozumieniem. Bardzo byliśmy obaj, choć na różne sposoby, zmodernizowani, ale ze starodawnymi, jak widać, sentymentami. Zbyszek trwałość tych sentymentów poświadczył swoimi licznymi edycjami źródłowymi, podstawowymi dla dziejów nowoczesnego teatru polskiego. Pewnego dnia i ja zostałem przypuszczony do jego odkryć – wspomniał mi najpierw o listach Mieczysława Limanowskiego dotyczących Stanisława Brzozowskiego, a następnie ich kserokopie, wzbogacone osobistym opisem, podarował. Dziękuję, skorzystałem, przekazałem do Działu Rękopisów Biblioteki Narodowej, niech służą.

*Polecam, przy okazji, monumentalną panoramę, pod redakcją Edwarda Chudzińskiego: Kultura studencka. Zjawisko-Twórcy-Instytucje. Fundacja Stu, Kraków 2011.


Adam Sikora



Andrzej Mencwel, Styl to człowiek, “Przegląd filozoficzno-literacki”, nr 3-4, 2O13, s.81-87.

Numer ten dedykowany pamięci naszego przyjaciela, filozofa i pisarza Adama Sikory, datowany na rok 2O13, ukazał się faktycznie pod koniec roku 2O17. Przez te cztery lata niczym nie usprawiedliwionej zwłoki, zmarli dawaj redaktorzy tego numeru, Jerzy Niecikowski i Andrzej Kołakowski, czego redaktor należycie nie zaznaczył. Jacek Migasiński i ja wycofaliśmy swoje nazwiska ze składu Rady Redakcyjnej.


Prawdziwa historia czarnego luda



Właśnie na naszych oczach odszedł sposób gospodarowania starszy niż państwo polskie. Czyli za naszej przytomności na wsi przeistoczyło się tysiąc lat. Jest o czym myśleć!
Z Andrzejem Mencwelem rozmawiał Arkadiusz Gruszczyński, “Tygodnik Powszechny”, 2017, nr 49, s. 65-67.


Dług



Zmarł Profesor Jerzy Kłoczowski. Czuję się Jego odejściem osobiście dotknięty, choć nie byłem Jego studentem czy doktorantem, nie uczestniczyłem w seminariach, ani w zespołach naukowych, a spotykaliśmy się okazyjnie, przeważnie na konferencjach. Choć jedno ze spotkań prywatnych (u Pomianów w Antony), a potem rozmowa na peronie RER i podczas wspólnego powrotu do Paryża pozostanie mi na zawsze w pamięci.

Jerzy Kłoczowski jest wielkim historykiem kultury, a jego najważniejsze dzieła (Europa słowiańska w XIV-XV wieku, 1984; Młodsza Europa, 1998; Dzieje chrześcijaństwa polskiego, 2000), które nie tylko czytałem, ale i rzetelnie studiowałem, odegrały w moim myśleniu o Polsce w świecie, rolę właściwie formacyjną, choć to się przecież tak zwanym samodzielnym pracownikom naukowym (którym już byłem) właściwie nie zdarza. Miałem jednak szczęście odbyć tą szkołę, dzięki czemu zrozumiałem, że koncepcja Giedroycia i Mieroszewskiego, którą się wtedy zajmowałem, nie była sytuacyjnym, związanym z dominacją Związku Sowieckiego, pomysłem politycznym, lecz miała głębokie uzasadnienie w całych dziejach Polski i Europy Środkowej, stanowi przeto zobowiązujące przesłanie na teraźniejszość i przyszłość. Próbowałem zdać z tego sprawę w eseju Ani ogniem, ani mieczem (Wyobraźnia antropologiczna, 2006, s. 138-153), poświęconym Młodszej Europie, dziełu mistrzowskiemu.

Pisałem: Historia kultury staje się w jego ujęciu (autora) historią dzieł ludzkich, zarówno materialnych, jak i duchowych, zarówno wysokich, jak i niskich. To dlatego kształt pejzażu, topografia siedlisk oraz sieć dróg spotykają się tutaj z pierwotnymi więziami międzyludzkimi (małżeństwo i rodzina) i organizacjami politycznymi (księstwo i królestwo) oraz przemianami duchowymi (ewangelizacja, alfabetyzacja). Antropologiczne ujęcie historii kultury dopełnia swoista stylistyka opowieści. Mamy do czytania dzieło niechybnie osobiste z własnym też stylem opisu. Poprzedzają je zresztą setki prac wcześniejszych, z “Europą słowiańską w XIX-XV wieku na czele. “Młodsza Europa” jest niewątpliwym ukoronowaniem bogatej, wielonurtowej, ale i wyraźnie ześrodkowanej twórczości Jerzego Kłoczowskiego. Jej centrum stanowi właśnie “nasza”, “rodzinna” czy też “młodsza Europa”.

Myśląc o tej Europie, pisząc o niej, czyli o Polsce, pozostaję zawsze dłużnikiem Jerzego Kłoczowskiego.



Dzisiaj



zaproszenie na 6 grudnia 2017 r. godz.17.00 – książka listopada 2017 roku

PS. Niestety będą do tylko “wybrane wiersze” prozaiczne…


Adamczyk i Żeromski



 wokol Zeromskiego_zaproszenie


W kwestii pojęcia “rasy”



W kwestii pojęcia “rasy” tekst Levi-Straussa, z roku 1959, czytany ongiś jako olśniewający, pozostaje nadal fundamentalny. Rasa mianowicie nie jest kategorią biologiczną, mającą jakąkolwiek esencjalną treść, lecz jest orzeczeniem kulturowym, zatem  w różnych kulturach, czasach i miejscach jest różnie postrzegana, ujmowana i oceniana. Możemy i powinniśmy te różne kategoryzacje rasy badać, ich treść analizować, konteksty odsłaniać, ale to wszystko. Żadnej ponadto rzekomo uniwersalnej taksonomii, nieuchronnie pociągającej za sobą kwalifikację, stygmatyzację i segregację, aż do ludobójczej eliminacji.

Taką zapisałem sentencję po żywej bardzo i pouczającej konferencji <Semantyka “rasy” w kulturze polskiej (1800-1939)>, która odbyła się na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Śląskiego w dniach 15-16 listopada 2017 r.


Długi książkowe



Kazimierz Brakoniecki, Zakład biograficzny Olsztyn. Stowarzyszenie Wspólnota Kulturowa “Borussia”, Olsztyn 2016.

Tej książki właściwie się boję, dlatego leży ona już długo pod moją ręką, zaglądam do niej, podczytuję tam i owam, ale całej nie przeczytałem. Dlaczego? Dlatego, że opowiada ona poniekąd o moim chłopięcym życiu w Jeleniej Górze/Hirschbergu i nie chcę tej opowieści ulec, zanim swojej nie napiszę. A kiedy napiszę? Jak już nie będę mógł nie napisać… To się przybliża, ale trzeba uważać, żeby nie spłoszyć.

Za to wiersze Kazimierza, w bardzo wysmakowanym wydaniu (Obrazy polskie, Wydawnictwo Convivo, Warszawa 2017), czytam swobodnie i z wyraźną przyjemnością, choć nie wszystkie jego obrazy są mi bliskie. Ale Wiosnę Weissa i Spowiedź  Hofmana przyswajam w lot.


Dewizka



Wydaje mi się, że jest to zdanie, które gdzieś, kiedyś już słyszałem lub czytałem, ale po raz pierwszy w życiu odnoszę je do siebie: piszę już tylko to, czego nie mogę nie napisać.


Next Page »