O sztuce pisania



Mogę nieskromnie powiedzieć, że przeczytałem górę książek z wypowiedziami pisarzy o sztuce pisarskiej, ale z tego wszystkiego zostały mi w pamięci dwa zdania, dwóch różnych, lecz bliskich mi autorów, które sobie często powtarzam:

Po napisaniu książki człowiek dopiero się dowiaduje, jak mógłby ją napisać.

(Bronisław Baczko)

Piszę, bo nie wiem. Jak bym wiedział, to bym nie pisał.

(Wiesław Myśliwski)

 


Długi książkowe



Praktyka-utopia-metafora. Wynalazek w XIX wieku. Wydawca Uniwersytet Warszawski, 2016.

Jest to praca zbiorowa moich koleżanek i kolegów z Instytutu Kultury Polskiej, wydana w roku jubileuszowym Instytutu (40 lecia), której redaktorki ukryły się na ostatniej stronie tomu, więc je tutaj przedstawiam: Joanna Kubicka, Małgorzata Litwinowicz-Droździel. Poza nimi piszą w tym tomie również: Wojciech Puchta, Anna Jarmuszkiewicz, Alicja Urbanik, Justyna Jaworska, Piotr Kubkowski, Igor Piotrowski, Agata Koprowicz.

Dziękuję za to „prawdziwe XIX -wieczna cacko”.

Antropologia postaci w dziele filmowym. Pod redakcją naukową Seweryna Kuśmierczyka. Czuły Barbarzyńca, Warszawa 2016.

To również praca zbiorowa przygotowana i napisana w Instytucie Kultury Polskiej, w Laboratorium analizy dzieła filmowego, założonym i prowadzonym przez prof. Kuśmierczyka. Piszą w niej poza redaktorem: Robert Birkholc, Agnieszka Korycka, Paweł Stroiński, Magdalena Ulejczyk, Agata Dylak, Igor Sarzyński, Marta Koprowicz, Jacek Pająk, Michał Mróz. Wszyscy są absolwentami IKP, ale legitymują się też wieloma innymi, znamiennymi osiągnięciami, o których dowiedziałem się ze zwięzłych biogramów.

Dziękuję za ten dar panu Sewerynowi.

Sumituję się na koniec, że tak późno zapisuję te podarunki, ale, niestety, nie są to moje jedyne i ostatnie opóźnienia.


Zachęta



Na ubocznej, staromiejskiej uliczce w Jeleniej Górze, jest miła knajpka, która nazywa się „Śródziemnomorska”. Przed wejściem do niej stoi tablica z zapisaną kredą rekomendacją dzisiejszych dań. Powyżej, na tej samej tablicy taka zachęta:

„U nas nie ma wi-fi, porozmawiaj z nią!”.


Trzecia świeżość



Miałem irracjonalną pewność, że amerykańskie wybory wygra Trump. Irracjonalna pewność polega na tym, że nie wymaga żadnych racji, dlatego ich nie przedstawiałem. Ale nawet mnie zaskoczyły rozmiary jego zwycięstwa.

Powinienem wiedzieć, że w polityce, a raczej wśród wielkich mas ludzi ważne jest to coś, czego nie ujmują żadne prognozy ani sondaże – mianowicie świeżość. Hilary Clinton przegrała dlatego, że była nieświeża. Parafrazując sławetne powiedzonko z Mistrza i Małgorzaty - to był łosoś trzeciej świeżości.

Amerykańscy demokraci stracili historyczną szansę nie wystawiając przeciw Donaldowi Trumpowi – Berniego Sandersa. Wygląda na to, że europejscy odpowiednicy tamtych demokratów (w tym polscy) w różnych krajach również zamierzają stracić swoje szanse.

Głównie -  łososie trzeciej świeżości.

 


Pisarz



Na pogrzebie Jerzego Szackiego powiedziano wiele słów ciepłych, pięknych i trafnych o Zmarłym i Jego niezwykłej osobowości  oraz imponującej  twórczości. Zabrakło mi jednak w tym dźwięcznym wielogłosie słowa o Jego sztuce pisarskiej i teraz je dopisuję. Otóż Jerzy Szacki był nie tylko wyjątkowym, samoswoim uczonym i nauczycielem – był także twórczym i świadomym pisarzem humanistycznym. Zaświadcza o tym nie tylko wczesna, udana biografia Maurycego Mochnackiego (Dzieje jedynego romansu, 1964), którą przypomniałem na uroczystości odnowienia Jego doktoratu (zawsze żałowałem, że zarzucił ten gatunek), ale również opus magnum Jerzego Szackiego, czyli monumentalna Historia myśli socjologicznej. Nie jest ona przecież wykładana, choć z wykładów wyrosła, a ich elementy musi zawierać, lecz, w swoim kształcie pisarskim – opowiadana i to rozmyślnie. Co może nie jest tak niezwykłe, gdy chodzi o idee mocno ugruntowane i wielokroć rozpracowane (jak np. konserwatyzm czy liberalizm), albo o myślicieli uklasycznionych (Vico, Saint-Simon, Tocqueville), ale kiedy idzie o formalizm, neopozytywizm czy funkcjonalizm, budzi w czytelniku amatorskim pełne zdumienie. W nowym, poszerzonym i wzbogaconym wydaniu tego dzieła, Jerzy Szacki pisarsko przekroczył dotychczasowe osiągi, ponieważ wpisał w nie także przejrzyste i potoczyste opowiadania o pracach takich ezoterycznych komplikacjonistów, jak Bourdieu, Habermas i Foucault.

Co potwierdza, iż ten uważny słuchacz, uchodzący za empatycznego milczka, był utalentowanym, rzec nawet można – rozpasanym narratorem, a talent swój i skrywaną na co dzień skłonność, zrealizował w epickim dziele naukowym, które pisarsko jest właściwie odyseją myśli ludzkiej o świecie ludzkim.


Długi książkowe



Stefan Żeromski, Walka z szatanem. Tom 3, Charitas. Opracowała Beata Utkowska. Redaktor naukowy tomu Zdzisław Jerzy Adamczyk. Uniwersytet Jana Kochanowskiego, Kielce, Instytut Badań Literackich PAN, Warszawa, bd,

Stefan Żeromski, Sułkowski. „Ponad śnieg bielszym się stanę”. Opracowała Grażyna Legutko. Redaktor naukowy tomu Zdzisław Jerzy Adamczyk. Uniwersytet Jana Kochanowskiego, Kielce. Instytut Badań Literackich PAN, Warszawa, bd.

Następne tomy, 18 i 21 Pism zebranych Stefana Żeromskiego, jak zawsze w tej serii, w bezbłędnych, pożywnych opracowaniach. Bardzo dziękuję i polecam się na przyszłość.


Nauczyciel



Wróciłem ze swojego schroniska, położonego co prawda w Kotlinie, lecz z widokiem na Góry Olbrzymie, gdzie szczęśliwie nie słuchałem i nie czytałem żadnych bieżących informacji, akurat na wiadomość o śmierci Jerzego Szackiego. Poczułem się nią osobiście ugodzony, ponieważ od lat uczyłem się od Niego, a ciesząc się przyjazną Jego życzliwością, miałem taką wewnętrzną pewność, że mogę zaraz zejść z uniwersyteckiej skarpy  na dół, do mieszkania na Lipowej, a On, umieszczając mnie zręcznie pośród piramid książek i papierów, odpowie rzetelnie, choć powściągliwie na dręczące mnie pytania.

Pewność ta była ważniejsza psychicznie, niż faktycznie, ponieważ przez wszystkie te dekady (pierwszy raz uczestniczyłem w seminarium Szackiego około roku 1965), byłem u Niego osobiście ledwie kilka razy, zawsze w czasach krytycznych, a wychodziłem pokrzepiony, nie przez pocieszenie, lecz przez uzdolnienie do należytej refleksji. Zawsze odtąd byłem pewien, że On tam jest, na swoim miejscu w świecie, równie mądry i równie spolegliwy.

Życie w czasach krytycznych, w jakich żyliśmy i żyjemy, nie jest łatwe dla nikogo, również dla ludzi nauki, ale świadomość, że niezmiernie rzadko, jednak prawdziwie, przydarzają się wśród nich mędrcy, będący ostoją dla otoczenia i autorytetem ponad nim, życie to trochę ułatwia, a mnie umacnia.

Podziwiałem Jerzego Szackiego za miniatury historyczne (Kontrrewolucyjne paradoksy) i za monumentalną encyklopedię humanistyczną (Historia myśli socjologicznej), i za wszystkie właściwie książki, dzieła te zostaną z nami, ale Jego w tym miejscu na świecie już nie będzie.


Stara szuflada



Andrzej Mencwel, Bo czas już nadszedł, „Kultura i rozwój”, nr 1 (1)/2016, s. 124-128.


Zaproszenie na wystawę



rekomendacja

Wystawa Magdaleny Kossakowskiej.

Fundacja Galeria Autonomia, ul. gen. Andersa, Warszawa.

Otwarta od 28 października do 11 listopada.


Wspomnienie Wajdowskie



Zmarł Andrzej Wajda? Kim był? Twórczym gigantem – z racji mocy, pasji i talentu. Czy w kulturze polskiej był Żeromskim drugiej połowy XX wieku? – takie nasuwa mi się pytanie. Więc „sercem Polski’, „sumieniem Narodu”, „ostatnim Wajdelotą”?  Choć zwroty ówczesne brzmią anachronicznie,  nie jest przypadkiem, że pytanie to można jeszcze postawić w odniesieniu do twórcy filmowego, ale już nie wobec pisarza, a byli tacy, którzy tę pozę przybierali. Gdy myślimy o Andrzeju Wajdzie, coś  jednak  jest na rzeczy, choć on sam wcale się tak nie oznajmiał, ani nie stylizował.

Kończę te ogólności, bo prowadzą one do pisania rozprawy, a chcę tylko wspomnieć osobiście. Zapewne w początku maja 1957 roku (skoro oficjalna premiera była 20 kwietnia) obejrzałem „Kanał” Wajdy w kinie „Pionier” w Żarach. Poszliśmy razem, paru chłopców maturzystów, na wieczorny seans i przeżyłem tam rodzaj iluminacji. Obrazy filmowe pamiętam słabo (nie chcę nakładać późniejszych), ale emocje wracają do mnie ciągle żywe. Zdaje się, że poobgryzaliśmy sobie paznokcie do ciała i krwi, bo potem stało się to motywem naszych wspomnień. Niczego podobnego już później w kinie nie przeżyłem, choć widziałem przecież trochę arcydzieł.


Następna strona »