Sztuka życia

Wisława Szymborska zmarła.

Poprzez  nieunikniony potok banałów przebija się coś niezwykłego.  Ona:  ”wypiła swoją ostatnią kawę, wypaliła ostatniego papierosa”  i  odeszła. Ze świata w zaświat przeszła pogodnie – dla siebie i dla nas.

A jeśli zaświata nie ma?

 

Odpowiedź

Pewien młody dziennikarz, pracujący “na zlecenie agencji informacyjnej”, chce mnie zapytać czy “humanistyczna gerontokracja jest w ogóle w stanie przeżyć w sobie reformę i europeizację nauki wdrożoną przez panią minister B. Kudrycką”. Zastąpić ma tę gerontokrację, tak wynika z listu  “młody uczony światowego formatu, pracujący w US i agencji reklamowej, mogacy wynająć adwokata z dobrej kancelarii”. Rzecz jasna – odpowiednio pomnożony!

US, agencja reklamowa i wynajęty adwokat z dobrej kancelarii stanowią rekomendację, którą należy polecić ekspertom z Narodowego Centrum Nauki.

A oto moja odpowiedź:

Szanowny Panie Redaktorze,

w tych dniach wyjeżdżam do sanatorium i nie będzie mnie kilka tygodni. Więc nasze spotkanie możliwe dopiero na początku marca – zapraszam.

Co do “światowych formatów” i pochodnych – powinien się Pan zapoznać z książkami autorskimi prof. Wojciecha Burszty (zwłaszcza “Antropologia kultury”, kilka wydań, rzecz podstawowa nie tylko w skali krajowej) oraz jego inicjatywami wydawniczymi. Wedle mojej orientacji zawdzięczamy mu edycje kilkudziesięciu rzeczy ważnych w seriach Wydawnictw UJ, Wydawnictw UW, a także innych wydawnictw naukowych (wstępy Burszty, redakcje naukowe oraz recenzje, o których pobierze Pan wiadomości odwracając stronę tytułową). Podobnie przed rozmową ze mną dobrze będzie, jak Pan przeczyta “Wyobraźnię antropologiczną” (2006, ale nadal w sprzedaży) oraz zapozna z programem dwóch serii wydawniczych: ‘Wiedza o Kulturze” i “Communicare” (obie w WUW). Tę  ostatnią nagrodziła “Literatura na Świecie”, jako inicjatywę wydawniczą (2010).

Z poważaniem -

Andrzej Mencwel

Spójność

Partia, która rządzi obecnie w Polsce określa się jako liberalna i za taką też jest uznawana. A nawet wyzywana.

Bolesław Prus jest niewątpliwie wielkim polskim prozaikiem. Był też wybitnym pisarzem liberalnym i powinien należeć do panteonu polskich liberałów. W tym roku mija stulecie od jego śmierci (1912 – 2012).

Ani sejm ani senat RP nie uznały jednak za właściwe, aby uczcić należycie jego pamięć.

Przewodniczącym klubu parlamentarnego rządzącej partii liberalnej jest Rafał Grupiński. Jakieś dwadzieścia lat temu zapowiadał się całkiem dobrze jako krytyk literacki i publicysta kulturalny. Nie zauważyłem, żeby rzekł teraz słowo w obronie Prusa. Pewnie bliższy był mu Piotr Skarga, którego rok właśnie obchodzimy.   

“Finansjalizacja”

Tego neologizmu użył  Jacek Żakowski w celnym i zwięzłym tekście trafiającym w samo sedno komunikacyjnego monstrum, które nosi nazwę ACTA. (Acta ad acta czyli co ma wspólnego internet z biblioteką, “Gazeta Wyborcza” 23 stycznia 2012).   Wszyscy, którzy jeszcze myślą o powszechności kultury i wiedzą, co ona oznacza, winni ten tekst przyjąć jako apel i podpisać się pod nim!

Monstrum ACTA, w interpretacji Żakowskiego nie jest zaskakującym wyjątkiem w tym świecie, lecz szczególnym, klinicznym przypadkiem  globalnego procesu “finansjalizacji”. Cytuję, żeby niczego nie przeinaczyć:

“Ten proces, który genewskie Obserwatorium Finansów nazywa finansjalizacją, to postępująca zamiana relacji na transakcje. W przypadku ACTA chodzi o ugruntowanie w prawie międzynarodowym zamiany relacji twórcy i odbiorcy w transakcję dostawcy z nabywcą. Wedle logiki stosowanej w ACTA sensem twórczości przestaje być inspiracja, a staje się transakcja.

Od 30 lat finansjalizacja dewastuje kolejne sfery życia społecznego. Zamienia pacjenta w klienta, a lekarza w dostawcę usługi medycznej. Ucznia zamienia w nabywcę oferty edukacyjnej, nauczyciela czyni jej wykonawcą. Czytelnika czy widza przemienia w target reklamowy, wierzyciela w anonimowego posiadacza prawa do kredytu, które może w każdej chwili komukolwiek odstąpić, z adwokata czyni przedstawiciela prawnego, z dziennikarza – mediaworkera, z naukowca dostawcę wiedzy lub innowacji itp. Istotą przestaje być treść relacji, a staje się wartość transakcji.”

O czym trąbią, kiedy trąbią o kryzysie? O finansach, a reforma finansów ma nas zbawić. Czy ktoś z matadorów mówił o ludziach, środowiskach, grupach, klasach, społeczeństwach? Nie, ponieważ ten język, a z nim takie podmioty zostały odrzucone. Finansjalizacja starcza teraz za wszystko, dlatego trzeba ją wreszcie odrzucać. Zaczynając od odrzucenia ACTA.    

Pytanie

Kiedy zalewa cię powódź pustych słów, nadymanych egotyczną intonacją, wtedy wyobraź sobie, że grasz w szachy i to nie partię zapisywaną, lecz realną – z polami i figurami. Musisz przewidywać, planować i realizować całe sekwencje posunięć, które tak cię pochłoną, że tamto zacichnie i się oddali.

Powodzi nadętych słów nie można się przeciwstawić słownie, bo wtedy się  je pomnoży. Zalew taki można skutecznie  wyminąć tylko milczeniem. Milcząc unieobecnić się, czyli przenieść w wyobrażoną partię szachów.

A  jeśli fala podchodzi do gardła i nie można już jej znosić? To co?

Odrzucić szachownicę i wyjść z tej gry!

To dopiero jest agresja! Ale dlaczego za agresję nie uznaje się topienia ludzi w powodzi zbędnych słów?    

Fizyka państwa

Janusz Palikot w rozmowie opublikowanej w “Gazecie Wyborczej” (Co ma Bóg do Palikota, rozmawia Agnieszka Kublik, 7-8 stycznia 2012) tylko do pewnego stopnia trzyma się poglądów dotyczących urządzenia państwa, przede wszystkim jego świeckości, gdyż przekracza laicką wstrzemięźliwość, kiedy na pytanie: “Co ma Bóg do Palikota?” odpowiada: “Nic. Czyste nic. Nigdzie nie widać żadnych znaków, aby coś miał chcieć. Tym bardziej, że go najzwyczajniej nie ma…”

Pomijam to, że takie orzeczenie kłóci się najwyraźniej z wiarą w wędrówkę dusz, którą deklaruje najpoważniej, bo to poniekąd jego prywatna sprawa, ale polityk, który dąży do reformy państwa nie może angażować w te dążenia żadnej metafizyki. Staje bowiem wówczas  na tym samym gruncie, na którym działają ci, którzy państwo deifikują i wznawia walkę ateistów z fideistami, której skutki będą nieszczęsne, jeśli nie złowrogie!

Janusz Palikot, który określa się jako filozof, powinien wiedzieć, że państwo jest urządzeniem fizycznym,  należącym do świata fenomenów, a nie metafizycznym i z noumenami nie ma nic wspólnego. Jest to różnica analogiczna do tej, jaka  dotyczy tytułu jego filozoficznej pracy magisterskiej. Miała ona na pewno tytuł Transcendentalna jedność apercepcji u Kanta,  a nie Transcendentna jedność apercepcji u Kanta, jak napisał w GW.

Podsumowuję: państwo podlega umysłowi ludzkiemu (“transcendentalnemu”), a nie boskiemu (“transcendentnemu”) i trzeba Palikota umysłowi temu przywrócić! Albo Palikotowi przywrócić ten umysł!

  

Uwodzenie

W Rzymskiej komedii Jarosława Mikołajewskiego, są rozdziały wielkiej piękności. Całości jeszcze nie ogarniam, ale zapowiada się ona imponująco. Dostaliśmy chyba  jakiś klejnot polskiej eseistyki. 

Czytam głównie po nocach, jak się przebudzę, wtedy daję się wodzić autorowi, przewodnikowi, poecie. Z upodobaniem pogrążam się w tej wędrówce, jakbym nie musiał z niej wracać. I tylko głuchy ogarnia mnie żal – zobaczyłem przecież tego Caravaggia, ale go nie  w i d z i a ł e m…   

Ślad

Nie byłem pewnie sprawiedliwy wobec Vattimo z tym swoim pożałowaniem.

Słusznie jednak odróżniam “dyskurs” od “postawienia głosu” – według Miłosza. Dyskursy odpadły ode mnie, jak stare tynki zbite ze ściany, ale z postawieniem głosu własnego mam ciągłą mękę. 

“Co wiesz, co czujesz, masz widzieć. Sam dla siebie, jakbyś był pierwszym i ostatnim okiem”. Oczywiście – Brzozowski.

Proste? Ale weź to i napisz! Nawet  jemu ledwie zaczęło się udawać…

Szkoda lata

Muszę wrócić do tego Vattimo, choć czytałem go późnym latem, rankami w wileńskim hotelu, skromnym, za to cichym.

Pisze on o sobie w młodości: “Ja, proletariusz”, a mniej ważne jest, że brał udział w różnych manifestacjach, ważniejsze, że był przeszło trzy lata nauczycielem szkolnym w robotniczej dzielnicy: “Jeszcze dziś pamiętam każdego z tych chłopców”, potwierdza. Dlaczego wśród nich nie odnalazł zapomnianego “Bycia”, tylko się musiał o nim dowiadywać z przekładu Heideggera? Dlaczego Brzozowski, który na wsi i w mieście żył wśród biedoty i musiał widzieć jej dość, nie zapamiętał żadnej twarzy ani osoby? Nie było przy nim nikogo z nich, kiedy wymyślał “filozofię pracy”. Trzeba pytać myślicieli, jak zabywali ludzi, których znali.

Gianni Vattimo ze swojego życia jest prawie bezdomnym, korczakowskiem  ”rudziakiem” (z “Dziecka salonu”). Przez pochodzenie, przebijanie się i wybijanie, odrzucenie wzmacniane homoseksualizmem. Choć pracuje przez część życia, jak Korczak, to czyta jednak i formatuje się przez Heideggera. Dlaczego? Bo chce być “filozofem”, co dziś oznacza określony profesjonalizm, wysławiany w “dyskursie” panującym, a przynajmniej dominującym. I to mu się udaje – przyswaja sobie ten dyskurs tak dobrze, że odnosi w nim światowy sukces.

Nie żyję jeszcze tak długo, żeby patrzeć na ten świat ze starczą goryczą, ale jeśli chodzi o dyskursy panujące, przeżyłem przynajmniej trzy: marksistowski, egzystencjalistyczny, strukturalistyczny. Prymusi tych kursów są dziś, w najlepszym razie, przedmiotem badania, jeśli nie zapomnienia.

Szkoda mi tego Vattimo, prawie się do niego przywiązałem… Miał, zdaje się, “złoty róg”, a został mu dyskurs.  

 (Gianni Vattimo, Piergiorgio Paterlinii, Nie być Bogiem. Autobiografia na cztery ręce. Przełożyła Katarzyna Kasia, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2011. Swoją drogą chciałbym wiedzieć, czy drugą częśc tytułu autorzy wzięli z Autobiografii na cztery ręce Jerzego Giedroycia i Krzysztofa Pomiana).  

Poldek

Znowu ten sam ucisk w głowie – teraz żegnamy Leopolda Ungera.

W ostatnich latach cieszyłem się nie tylko jego życzliwością, ale i przyjaźnią. Dopiero co, można powiedzieć, bo mam je świeżo w pamięci, spędziliśmy piękne dni we Fryburgu Szwajcarskim. On zaczął mi mówić po imieniu, a ja nie miałem śmiałości zwracać się do niego tak, jak lubił: Poldek!

Teraz o nim tak myślę.

Następna strona »