Zastanowienie

Znikądinąd

 

Kiedyś coś zostało nam objawione,

Ale już nie pamiętamy co. Znikądinąd

nie było wezwania, więc obieramy

jarzyny nad krwawiącym Aleppo. Najwyższy

Czas przyznać, że tylko w codziennych zajęciach,

Możemy spełnić jeszcze nasze posłanie,

A mowa brzóz pozostanie nam nieznana.

 

Codziennie o szesnastej obserwuję chmary wron

Przelatujące znad jeziora nad rzekę i nadaremnie

Szukam śladów liter na wypłowiałym niebie.

Najtrudniej jest przyjąć świat w jego oczywistości.

I cóż z tego, że po zapachu dymu potrafię rozpoznać osikę?

 

Przepisałem po prostu ten wiersz Kaspra Bajona, bo zastanawiam się nad  jego tytułem i przesłaniem.

 

 

 

 

 

 

 

Pamiątka z Przemyśla

SKMBT_C220a18111918140

Z podzięką dla Wszystkich, którzy nas gościli, oprowadzali, słuchali i dopytywali.

Było pięknie i owocnie!

 

Piłkarska baśń Andersena

Założyłem się wczoraj z przyjaciółmi, że przegramy ten mecz z Czechami i  przegraliśmy. Prawdę mówiąc widok tej bezładnej bieganiny za stale traconą piłką był żałosny i nie warto nad tym ronić łez, ani tym bardziej rozdzierać szat. Będzie bowiem coraz gorzej i na to trzeba się przygotować.

Dlaczego? Ano dlatego, że wszystkie te sztaby doradców, konwentykle trenerów, tanki ekspertów nie widzą jednego prostego zjawiska. Tego mianowicie, że ta drużyna zaczęła się sypać od kiedy Lewandowski został jej kapitanem. Rzecz nie w jego braku predyspozycji do kierowania drużyną, choć i z tym nie jest dobrze, lecz w konflikcie pozycyjnym. Nie może kierować grą na boisku wysunięty napastnik, który całą drużynę ma za plecami. To dlatego z meczu na mecz bezład w grze naszej reprezentacji się pogłębia i nikt już nie pojmuje o co w dobrej piłce chodzi.

Chodzi o czynnego kapitana na boisku, który pilnuje strategii i kieruje taktyką. Najlepiej gdy rozdziela piłki z sokolim wzrokiem i olimpijskim spokojem, jak czynił to Kazimierz Deyna. Ale jego następcy nie widać, co więcej nikt się o niego nie stara. Więc będzie jak jest, czyli z meczu na mecz gorzej.

 

 

Oczekiwanie

W Gazecie Świątecznej z 3-4 listopada 2018, Krzysztof Pacewicz rozmawia z Marcinem Anaszewiczem, Prezesem Instytutu Myśli Demokratycznej, think tanku Roberta Biedronia (tytuł: “Polska po PiS”). To bardzo treściwa wypowiedź, świadcząca o tym, że program nowego ruchu politycznego (partii?) przygotowuje się poważnie i demokratycznie, więc życzę jego współtwórcom, żeby okazał się owocny. Zwraca moją uwagę jednak to, że pośród prawie wszystkich dziedzin naszego życia zbiorowego, którymi zajmują się inicjatorzy, zabrakło właściwie masowych mediów publicznych, czyli radia i telewizji. Wygląda na to, że wszyscy się już przyzwyczaili do tego, że stają się one każdorazowo łupem partyjnym, dlatego porzucili myśl o tym, żeby je wreszcie uczynić rzeczywiście publicznymi.

A jak? Przez zapewnienie niezależnych i wystarczających środków finansowych oraz nadzoru rzeczywistej reprezentacji społecznej (poza i ponadpartyjnej). Nie jest moją rzeczą projektowanie takiej realizacji. Ale jak każdy obywatel mam prawo oczekiwać, że pewnego dnia otworzę program telewizyjny pozbawiony huku reklam i ożywczo wielogłosowy.

Przypomnienie

Ty mnie do pieśni pokornej nie wołaj,

Bo ta już we mnie bez głosu;

A jeśli milczę, nie przeto mnie połaj,

Kwiatów ty nie chciej od kłosu.

 

Bo ja z przeklętych jestem tego świata,

Ja bywam dumny i hardy,

A miłość moja, bracie, dwuskrzydlata:

Od uwielbienia do wzgardy.

 

[Szkoda, mój bracie, na wiatr ducha wywiać

I krew wypluwać tęsknotą,

Żeby siedzących w cyrku uszczęśliwiać -

Więc mów, że milczę tak oto.]

 

Gdy w głębi serca purpurę okrutną

Wyrabia prządka cierpienia,

Smutni – lecz smutni, że aż Bogu smutno -

Królewskie  mają milczenia.

 

Cyprian Kamil Norwid, incipit, Ty mnie do pieśni pokornej nie wołaj, 1855)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jestem

Batalia o Sąd Najwyższy.

Dzieci w tajskiej jaskini.

Rocznica Wołynia.

Nie piszę, bo mam oczy w leczeniu.

Ale jestem w tym.

 

Żeby nie powiedzieć…

Wczoraj oglądałem wiadomości telewizyjne pierwszego programu TVP, bo nie miałem już  innej możliwości, a chciałem się dowiedzieć, co słychać w świecie po spotkaniu Trump-Kim. Ani słowa o tym, ani też słowa o świecie, jeśli się to nie wiązało w wystąpieniem członka obecnego rządu. Pokazani kolejno: prezydent, premier, wicepremierzy i kilku (łącznie chyba siedmiu) ministrów. Również jakieś siedem do dziesięciu razy “demaskowana” opozycja.  I to wszystko.

Co to jest właściwie? Telewizja publiczna? Zadupie, garkuchnia, szlachtuz?

Tak trzymać!

Profesor Zdzisław Adamczyk rozgrzał nas wczoraj, prawie do zenitu, swoim pasjonującym wprowadzeniem do nowej, wreszcie integralnej, edycji Dzienników Stefana Żeromskiego (zebranie Komisji Edytorskiej Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza). Problemów jest mnóstwo, bo nawet nie jest pewne, czy tytuł ma być w liczbie mnogiej, jak dotąd przyjęto, czy też w pojedynczej.

Dwa, na szczęście, są tu pewniki. Pierwszym jest ten, że nikt w tym dziele nie może zastąpić Profesora, a on sam pełen jest wigoru, który można podziwiać! Drugim zaś ten, że w odniesieniu do epoki, którą dzienniki te, “w ścisłym sensie tego określenia”, obejmują (1882-1891) nie mamy żadnego innego, porównywalnego świadectwa historycznego. A dla czasów “narodzin polskiej nowoczesności”, jak powiedziałem w dyskusji, świadectw bezpośrednich mamy w ogóle bardzo mało. Słowem – tekst bezcenny, w opracowaniu doskonałym!

Powinności

Nigdy w takich memorialnych sytuacjach nie udaje mi się powiedzieć tego, co zamierzyłem, choć układam sobie w cichości zdania, które potem wygłaszam publicznie. Coś ważnego, może najważniejszego, jednak mi umyka i nęka mnie później poczuciem przykrego niedopełnienia.

I tak: 22 maja odsłanialiśmy tablicę upamiętniającą Igora Newerlego na żoliborskim skwerze jego imienia (symbolicznie, bo fizycznie już była odsłonięta), a ja zamierzałem powiedzieć o Nim, że w pisarstwie i w postawie sam był “Żywym wiązaniem”, pomiędzy światem Abramowskiego, Brzozowskiego, Dawida i Korczaka, czyli warszawiaków z “Przedwiośnia”, a naszym czasem drugiej połowy dwudziestego stulecia, czyli także mojego dojrzewania i krzepnięcia. I o znaczeniu osobistym  spotkania z autorem Żywego wiązania powiedziałem, ale to najważniejsze zdanie (Igor Newerly był sam tym “żywym wiązaniem”!) pozostało w domyśle i teraz ciągle do mnie wraca.

29 maja na Cmentarzu Wawrzyszewskim żegnaliśmy tłumnie, w pełnym słońcu, Michała Nawrockiego, który zmarł nagle i przedwcześnie. Michał był wybitnym fizykiem, jego rangę w tej dziedzinie, poznawałem po olimpijskim spokoju, z jakim znosił moje antyscjentyficzne kąśliwości, odpłacając mi zasłużonym sarkazmem wobec literackich uroszczeń. Naprawdę jednak znałem go jako społecznika, może i z tamtej szkoły “Warszawiaków”, choć bezpośrednio z “Solidarności” w jej najlepszej wersji, a współpracowaliśmy parę dekad na wielu akademickich polach, z Festiwalem Nauki na czele, którego był współzałożycielem.

Miałem otóż powiedzieć, że uczyłem się przy Nim odpowiedzialności za naukę w jej całości, a nie w wydzielonych i oszańcowanych działkach, i to, jak pamiętam, powiedziałem. Dodałem też, że taka odpowiedzialność była u Niego nierozdzielnie związana z poczuciem sprawstwa: zastanówmy się, co jest do zrobienia i zróbmy to razem!

Czego jednak nie powiedziałem, choć należało? Że, w znacznej mierze dzięki Niemu, IKP znalazł swoją siedzibę w Dziedzińcu Głównym UW, bo to on był wtedy prorektorem od tych spraw, a pracę naszą rozumiał i cenił. Przyjaźnie, bez sarkazmu.

Samochwalstwo

A propos nagrody literackiej Nike – bardzo mnie ucieszyła nominacja tomu opowiadań Mikołaja Grynberga, Rejwach, (Wydawnictwo Nisza, Warszawa).

I tu najpierw się wstydzę, a potem chwalę. Wstydzę się, gdyż opowiadań tych nie znam; chwalę, ponieważ czytałem  tegoż autora tom rozmów Księga wyjścia (Wydawnictwo Czarne, Wołowiec), a coś sobie podczas tej lektury pomyślałem. Rozmowy te bowiem tak są zapisane, że za każdym razem słyszy się właściwie głos bohatera, jego szczególne rytmy, rejestry, frazy. Wsłuchując się w te głosy pomyślałem właśnie, że autor ma niewątpliwy talent literacki i powinien koniecznie pisać opowiadania.

No i się spełniło!

 

Next Page »