Domiar

Na domiar złego przy wjazdach do Łomianek  wystawiono tabliczki ostrzegawcze: “Strefa skażona. Zgnilec amerykański pszczół”. Co więcej – stoją one po obu stronach dróg, więc nie wiadomo, gdzie zgnilec ten jest rozbestwiony – w mieście, czy w otaczającej je Puszczy Kampinoskiej.

PS

Pełna sentencja Brzozowskiego jest taka: Kto myśli o przyszłości Polski, musi rozumieć Rosję, musi ją rozumieć lepiej niż ona samą siebie rozumie, jeśli chce ją wyprzedzić.

Lekcja Millera

W Gazecie Wyborczej (Wolna Sobota, 4 września 2021) długa, poważna rozmowa Donaty Subbotko z Leszkiem Millerem.

Rozmowa jest prawie o wszystkim i nie będę się wdawał w onegdajszą listę Samoobrony, patronat nad Magdaleną Ogórek czy wewnątrzpartyjne porachunki SLD. Spośród mnóstwa kwestii, anegdot i szczegółów, wyłuskuję sprawy, moim zdaniem, najpoważniejsze.

Po pierwsze – jest to przejmujące świadectwo osobowości integralnej, jakie wśród polityków zdarzają się nadzwyczaj rzadko. W pewnym potocznym sensie politykiem jest ktoś, kto lepiej wyczuwa skąd wieje wiatr i potrafi się z nim zabrać, czyli ktoś podobny do przeciągu. W obecnym parlamencie i innych najwyższych władzach możemy takich liczyć na pęczki. Leszek Miller ma życiorys długi, wypełniony przez różne epoki historyczne i dramaty osobiste, w tym tak skrajny, jak samobójstwo dorosłego syna. Niczego kluczowego w minionym życiu nie zapomina, ani się nie wyrzeka, jasno przyznaje do pomyłek i błędów, za wszystko czuje się odpowiedzialny i otwarcie to mówi. Chylę czoła, Panie Premierze, za Pańską służbę publiczną i życie prywatne.

Choć w III Rzeczpospolitej był na szczytach władzy i premierem, a politycznie nadal jest czynnym europosłem, to najważniejsze w tej rozmowie jest jego przyświadczenie Polsce Ludowej. Przekonuje on bowiem, że choć tamto państwo było skrępowane zależnościami właściwie globalnymi, to jego główną racją był szeroki trakt awansu społecznego tych, których miejscem startu była stara bieda i odwieczne zacofanie. Ja sam miałem trochę lepiej, ale znałem ich mnogość, bo byli w tym narodzie przytłaczającą większością. Historia, która to zbiorowe doświadczenie pomija i wymazuje, jest historią zakłamaną. A to ona przeważa dzisiaj w mowie i piśmie, w druku i nowych mediach. Nie mam ochoty wdawać się w żadne prognozy polityczne, bo raczej czarno widzę, ale nie można wygrać z przewodnikami tego zakłamania, kiedy uprawia się zakłamanie częściowe, czyli zaledwie osłabione.

Podobnie ważne jest to, co Miller mówi o stosunku do Rosji, z czym się chętnie zgadzam. Świadome życie w dzisiejszej Polsce, z wielu względów trudne, jeśli idzie o Rosję, jest właściwie nie do zniesienia. I to nie z powodu Putina, panującego tam reżimu i supermocarstwowych fantasmagorii. Nieznośny jest nijaki, rozpowszechniony stosunek do Rosji, jej postępujące ignorowanie, redukowanie do militarnych lub kryminalnych incydentów. Rosja jest, jaka jest – a nasze udawanie, że ona nie istnieje, jest równie głupie, jak mylenie Kaliningradu z Oceanem Spokojnym. Kto myśli o przyszłości Polski musi rozumieć Rosję, napisał ponad sto lat temu Stanisław Brzozowski, i jest to prawda ponadczasowa. Wygląda na to, że o rzeczywistej przyszłości Polski myślą już tylko praszczurowie. 

 

 

Laudacja

Dlaczego tak polubiłem Ustkę, choć w późnym wieku trudno o nowe przywiązania?

Jest miastkiem portowym i rybackim, a nie nadętym kurortem. Co prawda ruch w porcie niewielki, prawie znikomy, ale w basenach pełno małych jednostek pływających, kutrów i jachtów. Jak dobrze popatrzeć, najlepiej z pozycji poziomej – można zobaczyć las masztów…

Morze nie jest dla mnie tylko widokiem, jest żywym oddechem świata, dlatego port, statki na nabrzeżach czy na redzie są jego właściwą postacią, a nie pusta plaża z grzywami fal. Pierwszy raz zobaczyłem tak morze w Gdyni, na wycieczce szkolnej, poczułem w niej ten oddech świata i i nad morzem go potrzebuję.

Ustka jest miastkiem, a to zdrobnienie nie poniża, lecz ją wywyższa. Oznacza to, że ma dawną strukturę miejską, ze starymi uliczkami, zróżnicowanymi architektonicznie budynkami publicznymi i domami prywatnymi, a przechadzanie się po niej napawa mnie szczególną aurą. Tu stary spichlerz, tam latarnia morska, ówdzie cudowne szachulcowe domki rybackie, modernistyczna willa pałacowa i schludne bloczki wspólnoty mieszkaniowej. Jest to miasto nadzwyczajnie zadbane, w którym nie spotyka się odrapanych kamienic, liszajowatych tynków i nieudolnie zamaskowanych śmietnisk. Jak oni, czyli tutejsi samorządowcy i mieszkańcy to robią, cały czas się zastanawiam, a mój podziw, w miarę kolejnych przyjazdów nie maleje, lecz rośnie.

Ustka ma swoją złożoną historię, bo przecież do roku 1945 należała do Niemiec.  W parku, po drodze na plażę zachowano posąg “Umierającego wojownika” Josefa Thoraka, który zamówili u niego mieszkańcy Stoplmunde, aby uczcić pamięć swoich poległych podczas pierwszej wojny światowej. “Umierający wojownik’  wyrzeźbiony został dość ekspresyjnie,  rozmiary jednak ma naturalne, dalekie od późniejszych gigantów  Thoraka.  Rzeźbiarz został przecież faworytem Hitlera i jego nadwornym, rzec można, artystą, o czym powiadamia przechodniów zręczna tabliczka informacyjna.

Jakieś dwieście metrów dalej, już na samej nadmorskiej  promenadzie, będącej dumą miasta, obecni mieszkańcy Ustki wystawili pomnikową ławeczkę Irenie Kwiatkowskiej, która często spędzała tu wakacje. Ławeczka esowato modernistyczna, przypomina taśmę filmową, a siedząca na niej figura “Aktorki komediowej stulecia” przyciąga kobiety zwłaszcza do pamiątkowych zdjęć. Utwór wyrzeźbił Rafał Nowak, a odlał w brązie Piotr Garstka.

Chyba tylko w Ustce historia tamtego, minionego wieku, została ujęta tak wymownym artystycznym skrótem.

 

 

Do poprawki

Nitras Sławomir? Nie zdał…

Nie odróżnia religijności od instytucji, wiary od wyznania.

Do poprawki powinien przestudiować “Świadomość religijną i więź kościelną” Leszka Kołakowskiego.

Nowy świat i okolice

Miła młoda mama siedząca w jadalni przy sąsiednim stoliku (dom ZAIKS-U w Ustce), powiedziała mi, że wnuków swoich się nie wyprę, bo bardzo są do mnie podobni. A chociaż oni do siebie nie są podobni, to i tak poczułem się dumny. Po chwili dopiero spostrzegłem, że jej, najwyżej trzyletnia córeczka, spożywa swój posiłek wpatrzona hipnotycznie w ekran smartfona, który ma przed oczami, a tego, co na talerzu chyba nie widzi. 

Kiedy wróciliśmy z Ustki, poszliśmy na pizzę do Włocha, bo w domu nie było niczego obiadowego. I tam prawie kalka: obok nas młode małżeństwo, mama trzyma na kolanach swoją dorodną córunię, a ta, pochylona nad stolikiem, wpija oczy w ekran smartfona dogodnie podtrzymywanego przez tatę. 

Od lat mówię i piszę, że jeśli chodzi o “nowe media” wychowawca musi być najpierw wychowany, jak nauczał zresztą Karol Marks. Ale – grochem o ścianę.   

Bezradność

Jest nie dającą się podważyć oczywistością to, że obowiązkiem rządu jest należyte strzeżenie granic. Ale równorzędną oczywistością jest to, że państwo nie powinno jedynie demonstrować siły wobec słabych i chorych. Jeśli państwowa pomoc dla nich grozi otwarciem imigranckiej tamy, trzeba wspomagać pomoc obywatelską, a nie ją zwalczać. Skuteczny rząd, gdyby było trzeba, pomoc taką powinien sam dyskretnie zorganizować, oficjalnie twierdząc, że to samorzutna inicjatywa społeczna, która wymknęła się spod kontroli. Putin, można powiedzieć, tym sposobem zajął Krym, a władze polskie przeganiają tych, którzy chcą nieść pomoc głodnym i bezbronnym.

Wygląda na to, że demonstracje siły są dla nich ważniejsze niż losy ludzi. Bardzo im imponują te zbroje i tarcze. Może powinni rządzić za pierwszych Piastów, a nie teraz?

Esprit de corps

Biskup Długosz dał słowny wyraz duchowi swej korporacji, co potwierdza to, że słuchało go kilkudziesięciu purpuratów, a żaden nawet się nie skrzywił. Tak, oni naprawdę sądzą, że stoją ponad prawem i żadne wykrętne przeprosiny tego nie zmienią.

Niestety władza państwowa, przynajmniej w Polsce, również tego nie zmieni.    

Niepojmowalne

Właściwie od początku nagłośnienia tzw. lex TVN (raczej anty TVN), podejrzewałem, że inicjatorzy skazani są na przegraną, a teraz jestem tego pewien. Ale po co wzbudzać taką mobilizację opinii społecznej, również amerykańskiej, w tym oficjalnej, żeby następnie mniej lub bardziej widocznie się poddać? Nikt nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ każda odpowiedź wymyka się racjonalnej kalkulacji, a ta jest podstawą skutecznej polityki. Jeśli jedynym pewnym rezultatem  tej nieszczęsnej inicjatywy partyjnej jest pozbycie się Jarosława Gowina, można było to osiągnąć dużo mniejszym kosztem. Prawdopodobne jest jednak, że eliminacja Gowina była również środkiem, a nie celem – chodziło o to, aby mieć pewną większość sejmową przy uchwalaniu ustaw podatkowych, stanowiących kluczową pozycję w programie  tzw. Polskiego Ładu. Większość może i jest, ale jeszcze bardziej krucha niż była.

Wydaje mi się, że interpretacja psychoanalityczna byłaby bardziej pomocna niż polityczna. Natręctwo powtarzania pewnych skandali jest tu oczywiste, a dla zwykłego rozsądku – niepojmowalne. 

Olimpijsko

Nie mogę się połapać w znaczeniach olimpijskiej klasyfikacji medalowej. W czasach minionych miała ona dwa podstawowe sensy: sportowy i zastępczy. Jeśli szło o zastępczy – na czele była zawsze NRD, ponieważ jej sukcesy sportowe zastępowały i pośrednio wzmacniały słabość jej politycznego istnienia. Wszystkie siły państwowe byłej NRD były skupione na hodowaniu medalowych koni wyścigowych, którymi byli chłopcy i dziewczęta. Wymowne jest to, że Rosja na obecnych igrzyskach występuje jako komitet olimpijski, a nie reprezentacja państwowa. Bo też szprycowanie sportowców, po osłabieniu pozycji mocarstwowej, wzmogło się tam bezczelnie. A gdzie są Chiny Ludowe prowadzące w klasyfikacji medalowej (niekoniecznie słusznie, bo więcej mają Amerykanie, ale mniej złotych)? Czy to dla nich pozycja zastępcza, czy tylko potwierdzenie dominacji globalnej? Trzeba by znać jakieś ich własne komentarze, aby cokolwiek orzekać. Wydaje mi się jednak, że wystarczy im potwierdzenie.

A co z nami? Ta pozycja pod koniec drugiej dziesiątki raczej nie ulegnie zmianie, chociaż medali pewnie przybędzie (mam nadzieję). Wyprzedzają nas Węgrzy i Czesi, o wiele mniej liczni, ale sportowo zawsze lepsi. Nie mówiąc już o państwach z klasycznymi, rzec można, tradycjami sportowymi, jak Wielka Brytania, Holandia, Szwajcaria. Bardzo mnie smuci klęska potężnej dawniej, wzorowej Finlandii. Dla Kuby i kilku krajów afrykańskich dobre pozycje w tej klasyfikacji są niewątpliwie zastępcze.

Więc co z nami? Niby dobrze, ale jednak przymało? Co to znaczy? Że sportowo – jak się należy, odpowiednio do powszechnej kultury fizycznej. A na triumfy zastępcze – za mało! I na szczęście – bo to by dopiero było…

PS. Dziwi mnie, że zniknęła popularna dawniej klasyfikacja punktowa (za 6 pierwszych miejsc w poszczególnych konkurencjach). Nie ma jej nawet w całym chyba internecie. Ona dawała lepszy wgląd w potencje sportowe danego kraju niż same medale.

Igrzyska nade wszystko, czyli spektakl globalny!

Next Page »