Motto

Nie mam czasu,

Piszę o zmarłych,

Gotów do odejścia.

 

(Dariusz Łukaszewski, Odejścia, Pracownia na Piaskach, Cieszyn 2017, s. 12)

Ze spóźnioną, lecz ciągle pamiętaną podzięką dla Autora.

 

Uwaga uboczna

Jeśli chodzi o partię Biedronia, wolałbym, żeby nazywała się “Przedwiośnie”.

Byłoby wiadomo, do jakiej tradycji się odwołuje, a w jej programie wyzwania musiałyby przeważać nad obiecankami.

 

“Wyspiański współczesny”

W sobotniej dyskusji w Teatrze Polskim (Piotr Augustyniak, Anna Augustynowicz, Jarosław Kuisz, Janusz Palikot) elegancko prowadzonej przez Janusza Majcherka, powiedziałem, co myślałem, ale muszę dopowiedzieć (jak zwykle w takich razach).

Choć orzekłem, że retoryka Wyspiańskiego dla mnie zwietrzała, nie chodziło mi o odrzucenie, lecz o dobre przejęcie. Musi być ono zapośredniczone przez odpowiednie przekształcenie sceniczne. Jak u Kantora, którego przywołałem – marionety zamiast osób, rytmika zamiast recytacji. Na przykład – bo każdy musi szukać swego sposobu. Jak Wajda, który “Wesele” wytańczył.

Konrad, zarówno z “Dziadów”, jak i z “Wyzwolenia” pochodzi z innego świata historycznego i społecznego. Dziś nam nie trzeba charyzmatyka, który wyprowadzi nas z domu niewoli, lecz sprawnej demokracji politycznej, opartej na szerokiej bazie społecznej. Dlatego Konrada trzeba grać jako wspomnienie z przeszłości, z koniecznym “efektem obcości”.

Nie ma żadnej jednej “duszy polskiej”, ponieważ nie ma jednego wzoru polskości. Wzór konserwatywno-nacjonalistyczny jest jednym z wielu, a narzucany jako wyłączny, staje się natrętną uzurpacją.

Winniśmy pluralizować naszą rzeczywistość, to znaczy mnożyć wzory kultury, konstrukcje tradycji, rodowody społeczne. One zresztą są zróżnicowane, tylko za słabo wyrażone. Więc trzeba to zróżnicowanie wzmacniać, ze świadomością, że to, co tak dudni, bynajmniej nie zniknie. Ale przecież ma również prawo do swojego wygłosu – w odpowiedniej skali.

Capitale uomo

“Kapitał ludzki”, podobnie zresztą, jak “kapitał społeczny” budziły moją niechęć, im szerzej rozchodziły się po współczesnej, naukawej i publicystycznej frazeologii. Dość niedawno obejrzałem w telewizji (nie pamiętam daty ani nazwy kanału) całkiem zabawny włoski film pt. “Capitale uomo” czyli “Kapitał ludzki” (ten tytuł mnie zanęcił). W jego końcowych napisach znalazła się wiadomość, że włoscy agenci ubezpieczeniowi wyposażeni są w odpowiedni algorytm, pozwalający im obliczyć wysokość odszkodowania w przypadku czyjejś śmierci. Oto jego elementy, które zapamiętałem: długość życia, trwałość związków rodzinnych, status materialny rodziny, zasięg więzi środowiskowych… I to właśnie nazywa się “kapitał ludzki”.

Jak przelicza się wzajemne relacje tych elementów, tego jeszcze nie wiem, ale ważne przecież jest to, że nie trzeba sobie już łamać głowy nad problemami społecznymi. Wystarczy zwrócić się do agentów ubezpieczeniowych.

Pytanie wstydliwe

26 najbogatszych ludzi świata ma tyle, co połowa ludzkości, a ich majątek od marca 2017 do marca 2018 urósł o 12 procent, podczas gdy stan posiadania 3,8 miliarda ludzi, czyli biedniejszej połowy ludzkości, zmniejszył się o 11 procent, pisze Marta Urzędowska w Gazecie Wyborczej (na podstawie raportu światowej organizacji zwalczania biedy), 22 stycznia 2019 roku (s. 10).

Za to socjalizm, w jakiejkolwiek wersji, został wykluczony ze współczesnego horyzontu pojęciowego, a samego słowa używa się obelżywie, w najlepszym wypadku – sarkastycznie.

Pytanie – w czyim interesie dokonano tej kastracyjnej operacji na naszej (lokalnej i globalnej) świadomości zbiorowej?

Dopowiedzenie

Dopowiadam, że te akty zgonu, które rozesłano prezydentom miast, w tym Pawłowi Adamowiczowi, zostały wydrukowane na firmowym papierze legalnie istniejącej organizacji.

I wszystkie władze oficjalne udają, że nie ma sprawy.

Pamiątka z liceum

Wykład o Brzozowskim w Liceum Czackiego w Warszawie (17 grudnia)D7K_0121

Niewiara

Nie mogę przemilczeć śmierci Pawła Adamowicza, ponieważ nie mogę się z nią pogodzić. Odszedł tragicznie, młodszy ode mnie o ćwierć wieku i prawie ćwierć wieku będąc głową wielkiego miasta. Można więc powiedzieć, że dzieliło nas pół wieku, ale miałem możność poznać Jego klasę osobistą i ujmujący sposób bycia, z okazji listopadowej debaty w  Ratuszu Gdańskim, w której uczestniczyłem.

Teraz mamy dni żałoby i milczenia, oby trwały jak najdłużej.

Ale nie wierzę wcale, że kiedy dni te miną, wyjdziemy z nich lepsi. Nie wierzę w to obłudne ględzenie o wybaczaniu, grzechów odpuszczaniu, pojednaniu. O czym tu dumać, skoro prokuratura polska uznaje pisemne wystawienie aktów zgonu osobom publicznym za czyny niewinne?

 

 

 

Żałobnie

Tomek, brat Ani, od paru miesięcy ciężko schorowany i przemieszczany ze szpitala do szpitala, zmarł wczoraj około południa, zanim zdążyliśmy do niego dojechać. Zawiadomiono Anię przed południem, że, jeśli chce zdążyć na ostatnie pożegnanie, musi jechać zaraz, co niezwłocznie uczyniliśmy, tyle, że to od nas prawie pięćdziesiąt kilometrów, większość przez Warszawę, bo w Piasecznie, które, jak się okazało, jest gmatwaniną dla obcych nieprzejrzystą i nieprzejezdną. Owszem, na lokalnych wskaźnikach władz miejskich, sądu i prokuratury, wpisany jest też początkowo szpital, ale jeśli wykażą go na pierwszym rondzie, to na pewno nie na drugim, ani trzecim, więc krążyliśmy po tych jednokierunkowych głównie uliczkach, małego przedtem miasteczka, przemienionego w konglomerat centrów handlowych i logistycznych, aż do poczucia zupełnego zagubienia, z którego wydobył nas wreszcie jakiś życzliwy mieszkaniec. I spóźniliśmy się na to ostatnie pożegnanie kilka minut, Ania zdążyła uścisnąć ciepłą jeszcze dłoń brata, ale ostatnie spojrzenie jej umknęło. Z tym już została, a ja nie umiem jej pomóc. Był moim rówieśnikiem i odszedł za wcześnie i zbyt boleśnie.

Choć nie byliśmy z Tomkiem zbratani, jak mogliśmy być, bo był człowiekiem dobrym i przyjaznym, to pętam się dziś z kąta w kąt i czuję ucisk w krtani.

Na dodatek, właśnie gdy kończę ten wpis przychodzi wiadomość o śmiertelnej dla wielu górników katastrofie w kopalni karwińskiej. Nie doczekam zamknięcia wszystkich kopalni, choć od dawna już tych wiadomości nie mogę znosić.

Zastanowienie

Znikądinąd

 

Kiedyś coś zostało nam objawione,

Ale już nie pamiętamy co. Znikądinąd

nie było wezwania, więc obieramy

jarzyny nad krwawiącym Aleppo. Najwyższy

Czas przyznać, że tylko w codziennych zajęciach,

Możemy spełnić jeszcze nasze posłanie,

A mowa brzóz pozostanie nam nieznana.

 

Codziennie o szesnastej obserwuję chmary wron

Przelatujące znad jeziora nad rzekę i nadaremnie

Szukam śladów liter na wypłowiałym niebie.

Najtrudniej jest przyjąć świat w jego oczywistości.

I cóż z tego, że po zapachu dymu potrafię rozpoznać osikę?

 

Przepisałem po prostu ten wiersz Kaspra Bajona, bo zastanawiam się nad  jego tytułem i przesłaniem.

 

 

 

 

 

 

 

Next Page »